Futro ♥

Coś mnie łaskocze po nosie. Teraz po policzku. A teraz znowu nos… Przestało. Czy to możliwe, że śni mi się łaskotanie? Przecieram dłonią twarz i ponownie odpływam w sen. Robi mi się błogo i… znowu to łaskotanie… tym razem bardziej zdecydowane i nachalne… To nie może być sen… To jakby… futro? O tak, to z pewnością futro… dużo puszystego futerka… i wąsy! O! Futro przestało się ruszać, ale wciąż czuję je na twarzy. Umarło? Zasnęło? A może się zlitowało i odpuściło? Zżera mnie ciekawość, więc baaardzo powoli uchylam jedno oko i uśmiecham się na to, co widzę 🙂


 

Przenikliwie wpatruje się we mnie para ogromnych zielonych ślepi, przewróconych do góry nogami.

miszek

 Moje „futro” leży na grzbiecie, eksponując swój mięciutki brzuszek i opiera o mój policzek swoją włochatą główkę. Trwamy tak przez długie sekundy w totalnym bezruchu, jakbyśmy próbowały wytrzymać wzajemne spojrzenia bez mrugnięcia. Staram się nie oddychać, by ta cudowna pobudka trwała jak najdłużej. W końcu nie wytrzymuję świdrującego spojrzenia i uśmiecham się szeroko do właścicielki najpiękniejszych kocich oczu na świecie 🙂 Odpowiada mi krótkie mruknięcie, a na mojej twarzy lądują długie włochate łapki, należące do przeciągającej się kociej piękności. Zadowolona, że w końcu udało się jej mnie obudzić, układa się na mnie, wsuwa pyszczek pod moją brodę i rozpoczynamy nasz codzienny rytuał przytulania i drapasków 🙂 Wszystko przestaje mieć znaczenie… I to, że listopad i pada, szaro i brzydko, smutno i beznadziejnie… I to, że za kilka minut trzeba wstać do pracy… To, że wczoraj okropny dzień i dziś prawdopodobnie też… Zamykam oczy, przytulam moje kochane futerko, wsłuchuję się w głośnie mruczenie i zapominam o wszystkich troskach…

Wracam do domu… To był trudny dzień… Wszystko jakby w niedoczasie, nie po mojej myśli, na dodatek wciąż leje, lodówka pusta i brak perspektyw na miłe popołudnie… Prawie się poddaję i w myślach użalam się nad sobą, jaka to jestem biedna , zmęczona, głodna i smutna. Biegnę do domu w deszczu, przejeżdżające samochody  jakby z premedytacją ochlapują mnie kałużami, jakbym miała niedość kiepski nastrój. Wydaje mi się, że tego dnia nic mnie już nie może uratować, nawet gorąca herbata i ulubiona czekolada.

Wpadam do mieszkania wściekła, wciąż jeszcze klnąc na bezmyślnych kierowców. I wtedy w progu pojawiają się stawiane z gracją łapki, wykręcony w znak zapytania ogon i wielkie ślepia, mówiące „Jak dobrze, że wróciłaś! Cały dzień na Ciebie czekam! Tęskniłam!”. I oto moje „Futro” wprost pod moimi stopami rzuca się na grzbiecik, ufnie składa łapki, wystawia brzuszek i wita mnie kocią pogawędką. A ja znowu szeroko się uśmiecham, siadam obok niej, przytulam się do futerka i znowu nic nie ma znaczenia…. Zapominam o wszystkich troskach 🙂

 

 

Udostępnij

4 thoughts on “Futro ♥”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *