Efekt psa

Udostępnij

W marcu moje życie zostało wywrócone do góry nogami. Przez Lusię-Lufę-Lufindę. Sama chciałam, powiecie. A jakże! Zachciało mi się spełniać marzenia, ot co! Zanim jednak zdecydowaliśmy się na psa, standardowo rozważyliśmy wszystkie za i przeciw. Zastanawialiśmy się też nad tym, jak bardzo ta decyzja zmieni nasze życie.

Jednego nie przewidzieliśmy…

Odkąd mam psa, poznałam i wciąż poznaję wiele osób. Różne są to spotkania, czasami zastanawiam się, która droga ucieczki będzie najlepsza…

Dla przykładu – wychodzę sobie kiedyś z Luśką na osiedle. Do niedawana mieliśmy tu taka sporą niezagospodarowaną przestrzeń, zarośniętą trawą i krzakami. Raj dla psów. Mogły się wybiegać, wyhasać do woli. No więc idę sobie z Luśką właśnie tamtędy i nagle z naprzeciwka słyszę:

O k****, Maks! Widziałeś jaka zajebista sunia tam idzie? Chętnie byś się zapoznał, cooo???

Głos należy do przysadzistego, osiedlowego koksa, jednego z dwóch, wożących się po dzielni z niezbyt uroczym bulterierem. Łypią na mnie i rechoczą pod nosami. Bierzemy nogi za pas i oddalamy się pospiesznie, udając, że nie słyszymy zaczepek. Chociaż, jak znam Luśkę, chętnie by się zapoznała! 🙂

Innym razem mój Ł. wychodzi z Lufą na wieczorny spacer po osiedlu. Widać, wieczór bardzo wietrzny – z naprzeciwka w jego kierunku mocno chwiejnym krokiem nadciąga bliżej niezidentyfikowany mieszkaniec osiedla z psem. Konfrontacja jest dość nieoczekiwana i nad wyraz ekspresyjna:

TYYY, jakiego TYY masz fajnego psaaaaaa! Zoooobacz, Żaaaba! Skąd Ty masz takiego fajnego psaaa?!

Pewnie ze względu na błogi stan nieważkości, w jakim się znajduje, nienaturalnie przeciąga sylaby i entuzjastycznie kontynuuje rozmowę. W końcu żegna się równie wylewnie:

TYY, staaary, piąąątka za to, że przygarnąłeś psaaaaa!

po czym znika za rogiem z biszkoptową Żabą-labradorem. Widujemy się czasem, piątka musi być 🙂

Takich radosnych spotkań było więcej, choć zazwyczaj zdarzają się te o wiele spokojniejsze i sympatyczniejsze. Nie dalej jak wczoraj sąsiadka z naprzeciwka zatrzymała się na widok Luśki, podeszła ją pogłaskać. I nagle łezka się jej w oku zakręciła – kilka miesięcy temu zmuszeni byli uśpić swojego schorowanego psa, który był z nimi przez kilkanaście lat. Widywałam ich czasami z tą biedną psiną – znosili ją na rękach na dwór, bo sama nie była już w stanie chodzić… Starszy pan mówił do niej podczas tych trudnych spacerów i przenosił przez przeszkody. Smutne to, ale i budujące. Dobrze wiedzieć, że ludzie mają serce dla zwierząt, choć ostatnio często głośno o aktach okrutnej przemocy i bestialstwa.

Na osiedlu mamy już swoich stałych znajomych – właścicieli Bruna, Mańka, Chiki, Borysa… Nierzadko też obcy ludzie zatrzymują się przy nas, wymieniamy kilka grzecznościowych zdań, słuchamy ochów i achów, a później znienacka zaczynają nam opowiadać historie życia…

Okazuje się, że my, ludzie, bardzo potrzebujemy ze sobą rozmawiać. Choć zamknięci w swoich życiach i skupieni na własnych potrzebach, pod byle pretekstem potrafimy zaczepić nieznajomych i otworzyć się przed nimi. Czy to oznacza, że na co dzień brak nam czyjejś uwagi? Brak rozmówcy, z którym moglibyśmy podzielić się swoimi myślami? Może jednak rozmowy w realu nigdy nie zostaną wyparte przez internet? Jest dla nas nadzieja!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *