8 powodów, dla których warto pojechać na Podlasie

Planując urlop rozmyślaliśmy nad miejscem, w którym naprawdę uda się nam odpocząć od miejskiej dżungli, a jednocześnie marzyła się nam przygoda i odkrywanie nowych miejsc. Pewnego dnia zupełnie spontanicznie pomyślałam o Podlasiu, które wydawało się być idealnym celem podróży – kusiło walorami przyrodniczymi, różnorodnością kulturową i folklorem, a opowieści na temat tego regionu podsycały naszą ciekawość. W dodatku wciąż nie jest to kierunek często wybierany przez urlopowiczów, więc w powietrzu wisiała obietnica spokojnego urlopu bez tłumów turystów przypadających na metr kwadratowy.

Muszę przyznać, że w naszą podróż po Podlasiu wybraliśmy się bez konkretnego planu, poza zarezerwowanymi noclegami, a co ważniejsze – bez oczekiwań i wyobrażeń na jej temat. Dzięki takiemu nastawieniu daliśmy się zaskoczyć i to nie raz, oczywiście było to niezwykle miłe zdumienie.

Niespecjalnie zaczytywaliśmy się na temat tego, co warto zobaczyć i czego posmakować – spakowaliśmy przewodnik i mapy, nastawiając się tym samym na spontaniczny wypoczynek, ale przede wszystkim na poznanie mieszkańców Podlasia. Marzyło się nam porozmawiać z tymi najstarszymi, wysłuchać historii ich życia, poobserwować ich codzienność – słowem, chcieliśmy przez dwa tygodnie poczuć, jak się tam żyje.

Wrażeń z podróży nie da się krótko opisać, ponieważ wróciliśmy ZACHWYCENI tym, co przeżyliśmy, co nas spotkało, a co jest tak inne od naszej rzeczywistości. Wiele osób było zaskoczonych obranym przez nas mało popularnym kierunkiem wyjazdu, niektórzy ze zdumieniem dopytywali, czemu nie ciepłe kraje, inni zachodzili w głowę, dlaczego właśnie Podlasie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, dlaczego. Może był to chwilowy kaprys, który okazał się strzałem w dziesiątkę? Dziś już wiem, dlaczego z całą pewnością warto pojechać na Podlasie, a tym samym – dlaczego warto na nie wracać.

1.Jedzenie. Oczywiste? Tak! Nigdzie indziej nie jadłam tak pysznych pierogów! Tradycyjne ruskie, wykwintne z dziczyzną czy na słodko z jagodami – to bez znaczenia. Wszystkie rozpływały się w ustach. Szczególnie polecam tykocińską restaurację Alumnat, która na potrzeby filmu „U Pana Boga w ogródku” stała się lokalnym barem i tłem dla filmowych wydarzeń. Kolejną pozycją z podlaskiego menu, za którą bardzo tęsknię, jest zupa kresowa i żurek. Pyszności! W Tykocinie polecam również hamantasze („uszy rabina”) – żydowski deser, który można zjeść w żydowskiej restauracji Tejsza. Na mapie kulinarnej miejsc, do których z pewnością powrócę, jest Restauracja Carska w Białowieży, a także Karczma Rzym w Kiermusach – karczma jest jedynym miejscem w Polsce, gdzie można nabyć nalewki Kiermusianki, np. chrzanówkę żurawinową i inne pyszności. Przed powrotem do domu zaopatrzyliśmy się w sklepiku z lokalnymi i ekologicznymi produktami, Zakamarek Klimczyce – moim faworytem jest sok tłoczony na miejscu, jabłko-dynia oraz malina.

 

Reklama baru w Białowieży

 

2. Nie wyobrażam sobie nie wspomnieć o mentalności oraz niespotykanej wręcz otwartości mieszkańców Podlasia. Tak się złożyło, że w dniu, w którym mieliśmy opuścić Tykocin i udać się do Białowieży, zepsuł się nam samochód. W obliczu pecha spotkaliśmy się z niesamowitą życzliwością i gościnnością, i w zasadzie ani na sekundę z problemem nie zostaliśmy sami. Mieszkańcy zaopiekowali się nami i dali odczuć, że możemy na nich liczyć. Całkowicie bezinteresownie. Piękne i niemal wzruszające było to, że wszyscy interesowali się naszym losem, nikt nie przeszedł obojętnie, nie zaproponowawszy pomocy. W zasadzie wszyscy spotykani przez nas ludzie na każdym etapie podróży byli bardzo otwarci i ciepli, często podchodzili i rozpoczynali rozmowy. Byliśmy zaskoczeni, przyzwyczajeni do miejskiego zobojętnienia i anonimowości.

 

Tykocin

 

3. Nigdy nigdzie tak nie odpoczęłam. Zaskoczyła mnie niesamowita cisza, nieosiągalna na co dzień. Powietrze wypełniał śpiew ptaków, odgłosy zwierząt i owadów. To była cisza tak dotkliwa, że momentami bałam się, że ogłuchłam. Równie zaskakujące były słodkie i odurzające zapachy, roztaczane przez okoliczne łąki, a więc zapachy ziół, traw i kwiatów. Wdychałam je pełną piersią wraz z czystym powietrzem, czując, jak mój organizm oczyszcza się z miejskich „brudów”. Wieczorami, dotlenieni do granic możliwości, z nozdrzami pełnymi słodkich zapachów i ze wspomnieniami pięknych krajobrazów pod powiekami, w ciągu sekundy zapadaliśmy w sen.

 

Starorzecze Narwi, Pentowo

 

4. Narwiański Park Narodowy zauroczył nas swoim pięknem. Ciągnące się kilometrami rozlewiska Narwi urzekły nas swoją urodą i spokojem – jako że podróżowaliśmy we wrześniu, najczęściej wszędzie byliśmy SAMI. Wyobrażacie sobie, że jesteście na urlopie i aż po horyzont ani jednego człowieka??? Wszystko tylko dla Was. Gdzieniegdzie tylko mieszkańcy, zajmujący się swoimi obowiązkami – ktoś doi krowy na łące, zrywa słoneczniki w ogrodzie, łowi ryby nad rzeką… W takich warunkach wszystkie doznania były wzmożone. A wracając do Narwiańskiego PN – przeprawa przez Narew z Waniewa do Śliwna okazała się być prawdziwą przygodą. Przeprawy promowe, napędzane siłą naszych mięśni, sprawiły nam ogromną frajdę!

 

NPN, Waniewo-Śliwno

 

5. Podróżując po Podlasiu nie sposób nie wspomnieć o Krainie Otwartych Okiennic. Stanowi ją szlak wiodący przez trzy malownicze wsie (Trześcianka, Soce oraz Puchły) o charakterystycznej zabudowie domów, wyróżniających się bogatymi zdobieniami oraz ornamentyką drewnianych elementów: okiennic, wiatrownic, narożników, ale również elewacji domów oraz ich szczytów. W zasadzie miałam wrażenie, że przenieśliśmy się na inną planetę. W takich miejscach czas naprawdę się zatrzymał i, szczerze mówiąc, można tam zapomnieć o bożym świecie. Istnienie tak uroczych i osobliwych miejsc, wciąż nie zniszczonych przez rozpędzoną cywilizację, wydaje się być nierzeczywiste. A jednak.

 

Kraina Otwartych Okiennic

 

6. Pod Białowieżą odkryliśmy dwa niesamowite miejsca. Jednym z nich jest skansen „Sioło Budy”, w skład którego wchodzi chutorowe gospodarstwo kresowe z początków XIX w. Ktoś mógłby powiedzieć: „skansen jak skansen” i faktycznie miałby rację. Ale… No właśnie, jest jedno „ale”. Skansen nie byłby tak niesamowity, gdyby nie nasz przewodnik, p. Włodzimierz. Znowu mieliśmy szczęście, będąc jedynymi zwiedzającymi. Pan Włodzimierz lokalną gwarą opowiedział nam o historii regionu i ludów zamieszkujących te ziemie, o różnicach kultur, które przenikają się każdego dnia, wdał się z nami w dyskusje na tematy nie związane z jego pracą, co wyraźnie sprawiło mu przyjemność. Dzięki niemu i jego uprzejmości odnaleźliśmy Dąbrowę, czyli zapomniane skupisko jednych z najstarszych dębów w całej Puszczy Białowieskiej. Stojąc pod drzewami liczącymi po 450 lat i 6 m obwodu, czuje się potęgę natury i ogromny szacunek do drzew, świadków historii. Niesamowitym doświadczeniem jest również spacer puszczą do Miejsca Mocy, znajdującego się kilka km przed Białowieżą. Swoją nazwę zyskało ze względu na silną energię z wnętrza ziemi,  która „rozsadzała” konary drzew, nadając im fantazyjne kształty. Osoby bardziej wrażliwe na odczuwanie fal elektromagnetycznych zdecydowanie wyczują je w tym miejscu.

 

Sioło Budy

 

7. W podlaskiej kulturze bardzo ważny element stanowi mieszanka wyznań, wśród których istotne miejsce zajmuje Prawosławie. To dzięki niemu dla krajobrazu regionu charakterystyczne są cerkwie i przydrożne kapliczki z prawosławnymi krzyżami, często budowane po sąsiedzku z katolickimi. Na początku widok dwóch kapliczek z symbolami dwóch różnych religii był dla nas widokiem osobliwym, jednak symbioza, w jakiej na podlaskiej ziemi od pokoleń żyją ze sobą przedstawiciele różnych wyznań jest godna podziwu. Cerkwie zachwycają swoją różnorodnością, kolorami i bogato zdobionymi ikonostasami we wnętrzach, ale ze względu na zamieszkującą te tereny ludność tatarską, widok maleńkiego meczetu pośród drewnianych chat wcale nie zaskakuje.

 

Cerkiew w Koterce

 

8. Rozległe tereny nad Bugiem, odsłaniającym wielkie łachy, malownicze łąki u jego brzegów i polne drogi rozciągające się wzdłuż rzeki to idealne tereny do wędrówek i spacerów. Dopiero tutaj człowiek czuje, że żyje i oddycha! W okolicach miejscowości Mielnik w powietrzu jest więcej jodu niż w nadmorskich kurortach. Czego chcieć więcej?

 

Bug

 

Właśnie przyłapałam się na tym, że mogłabym wymienić jeszcze kilkanaście innych powodów, dla których warto wybrać się na Podlasie. Jak cudownie, że istnieją jeszcze takie miejsca, gdzie telefony komórkowe stają się bezużyteczne, a ludzie wciąż potrafią i chcą ze sobą rozmawiać. Nie za pośrednictwem smsów, nie przez internet, a twarzą w twarz, obdarowując się przy tym uśmiechem i uwagą.

Udostępnij

3 thoughts on “8 powodów, dla których warto pojechać na Podlasie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *