Być dorosłym

Udostępnij

Tak to już się w życiu składa, że każdy marzy o tym, czego akurat nie ma: niskie blondynki chciałyby być wysokimi brunetkami, poligloci matematykami, mieszkańcy nadmorskich kurortów chętnie zaszyliby się w górach, a górale porzucili hale i przenieśli się nad morze, by łykać nasycone jodem powietrze…

A dzieci? A dzieci za wszelką cenę chcą być dorosłe, najchętniej w ekspresowym tempie. Dziecku, ograniczonemu różnymi zakazami i nakazami marzy się być dużym i móc decydować o osobie bez matczynego oka nad sobą. Nic dziwnego, skoro tyle razy słyszy się „będziesz mógł to zrobić, jak już będziesz dorosły, teraz jesteś za mały”. Tak więc będąc dziećmi, udajemy poważnych dorosłych w trakcie zabaw w sklep, rodzinę, lekarza czy wożąc niby dzieci w wózkach, stając się malutkimi dorosłymi, sprawującymi opiekę nad misiem lub lalką.

A potem przychodzi ta upragniona, wyczekiwana dorosłość i nagle człowiek czuje się zdezorientowany… Jak to? To trzeba samemu zatroszczyć się o zakupy i sprzątanie? Ugotować obiad? Popłacić rachunki? Ale nie jest jeszcze tak źle – można przecież pójść na imprezę, nie wstać na zajęcia, poprawić kolokwium i świat się nie kończy… Mama zawsze trochę pomoże albo przygotuje wałówkę, zadzwoni, wyręczy… Studia to taki magiczny okres przejściowy, kiedy już można wszystko samemu, ale jednak jest jeszcze ta „poduszka bezpieczeństwa” w postaci rodziców, która gwarantuje miękkie lądowanie.

Taka prawdziwa dorosłość zaczyna się znacznie później. Poważne decyzje, kredyty i obowiązki. Studia zastępuje praca, do której trzeba wstać nawet, jeśli nie wiadomo jak się nie chce. Pojawiają się kłopoty i zmartwienia, z którymi trzeba się uporać, bo nikt inny za nas tego nie zrobi. Całkowicie znika roztoczony przez rodziców parasol, który do tej pory chronił nas przed życiowymi zawirowaniami. I nagle okazuje się, że Ci, którzy nas do tej pory wspierali i osłaniali, sami potrzebują naszej pomocy i opieki…

Cudownie było być dzieckiem… Nie nosić na barkach odpowiedzialności za nic więcej, niż udane babki z piasku i lalka bezpiecznie odłożona do kołyski. Cudownie było myśleć, że dorośli mogą wszystko, są wieczni i trwali, że nic im nie zagraża i nic złego nie może im się stać… Cudownie jest wierzyć w istnienie magicznego źródełka w Chinach, z którego woda ma moc uzdrawiania… Wierzyć, że kiedyś się po nią pojedzie i wszystkich wyleczy… I tak wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie…

A tu człowiek dorasta i okazuje się, że jest całkowicie bezbronny… Choćby nie wiadomo jak wysoko wspiął się po ścieżce kariery, wypełniając przy tym kieszenie dolarami, i tak nadejdzie taki moment, w którym na nic zdadzą się pieniądze i wpływy… Kiedy taki silny i wytrwały, stanie się zupełnie bezbronny wobec jakiejś paskudnej choroby, swojej lub bliskich… Cóż wobec takiego nieszczęścia znaczą wszystkie skarby świata?

Dziecko marzy, by być dorosłym, a dorosły tak często chciałby na chwilę na powrót stać się dzieckiem, wolnym od trosk i odpowiedzialności… Wolnym od świadomości nieuchronności losu i poczucia bezsilności wobec czyjegoś cierpienia. Warto więc pielęgnować w sobie „dziecko”, które zawsze będzie potrafiło cieszyć się z małych rzeczy, nawet w obliczu codziennych trosk…

 

 

8 thoughts on “Być dorosłym”

  1. Ja nadal się zastanawiam, czemu jak byłam mała to marzyłam, żeby być duża 🙂 Dorosłość to duży szok – szczególnie wkraczanie w tę fazę 🙂 Studia to jeszcze pikuś, ale fakt – pierwsza praca, PIT, inne obowiązki i człowiek na początku głupieje. Potem do niego dociera, że taka jest kolej rzeczy.

  2. bardzo przyjemny tekst, tylko występuje na początku niepotrzebna generalizacja, że każdy chce być kimś innym. Nie prawda. Nie każdy. Ja mam zajebiste życie. Mam kredyt, mam swoje problemy, mam na garbie to, co ma 90 % społeczeństwa, ale to wszystko jest moje. Osiągnąłem to wszystko dzięki swojej ciężkiej pracy i wsparciu bliskich. Nie zazdroszczę nic nikomu, bo i po co? Ten sam ktoś, pewnych rzeczy może zazdrościć mi. Jednak masz bardzo dużo racji i cieszę się, że mogłem Twój tekst przeczytać.

    1. Dzięki za feedback! Właściwie nie chodziło mi o zazdrość, ale słuszna uwaga, że może niepotrzebnie tak generalizuję. Ja chciałabym czasami wrócić na chwilę do beztroski, złapać oddech od spraw, które mnie przerastają…

  3. Taka jest dorosłość.życie…Zawsze wydaje się nam,że problemy i choroby zdarzają się innym…A tu ZONK…Kiedyś ktoś powiedział mi,że wszystko w życiu dzieje się po coś.Żeby zwolnić,żeby zadbać o siebie,żeby rozejrzeć się i spojrzeć na innych przez pryzmat ich obaw,żeby zrozumieć,że jesteśmy kochani i ważni dla innych,że jesteśmy potrzebni…Nie wszyscy potrafimy o tym mówić.Ale czy to oznacza,że nie martwimy się?Może nie umiemy inaczej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *