Byle nie żałować

Mam tylko kilka lat i jeszcze nie bardzo rozumiem, czym jest wojna. Znam ją  ze strasznych obrazów z Czeczenii, pokazywanych w Teleexpresie. Czołgi, ranni, zabici… gruzowiska i leje po wybuchach. Wygląda jak film, jest czymś odległym i nierealnym. Pewnego dnia w progu naszego domu staje kobieta z dwójką malutkich dzieci. Teraz wiem, że mogły mieć 2-3 latka. Jedno trzyma na rękach, drugie chowa się za jej nogami. Dzieci są bose i brudne. Kobieta ze łzami w oczach wyciąga rękę, prosząc o pieniądze, a potem zawstydzona pospiesznie znika. Mama tłumaczy mi, że to uchodźcy uciekający przed wojną. Nagle zrywa się i biegnie do pokoju, gdzie przekopuje szafę z moimi ubraniami. Wyciąga dwie pary małych butków i prosi mnie, żebym za nimi pobiegła… Przebiegam przez całą wieś, ale nigdzie ich nie widać. Zaglądam na przystanek autobusowy, ale i tam ich nie znajduję. Sklepowa obojętnie informuje mnie, że kilka minut wcześniej wsiedli do autobusu. Nie zdążyłam. Widok bosych stóp tych dzieci prześladuje nas przez kolejne lata…

Mieszkanie studenckie. Babskie przedpołudnie wypełnia się dźwiękami głośnej muzyki i chichotem, dyskusjami o zakupach oraz wspomnieniami ostatniej imprezy. Dzwonek do drzwi zupełnie nas zaskakuje, widok po ich otworzeniu jeszcze bardziej. Stoi przed nami młody chłopak, może odrobinę starszy od nas. Prosi o jedzenie. W popłochu wpadamy do kuchni i zaglądamy do studenckiej lodówki, marnie zapełnionej kilkoma plasterkami szynki i… melonem. Zawstydzone, ze ściśniętymi żołądkami, oddajemy nieszczęsnego melona, jedyne, co mamy. Chłopak znika, a my z wyrzutami sumienia jeszcze raz przetrzepujemy szafki. Ostatecznie robimy zrzutkę z nadzieją, że jeszcze kręci się w okolicy. Nie znajdujemy go…

Jest duszne, gorące lato. Codziennie jeżdżę do pracy autobusem tej samej linii o stałej godzinie. Kiedy pierwszy raz go zauważam, budzi moją niechęć. Jego wygląd i rozchodzący się w nagrzanym powietrzu ciężki zapach brudu wskazują na to, że może być bezdomnym. Delikatnie utyka na jedną nogę. Wysiada jeden przystanek przede mną. Później orientuję się, że w pobliżu znajduje się dom opieki społecznej. Po kilku dniach mężczyzna kuleje coraz mocniej, a później już tylko z trudem ciągnie nogę za sobą. Kiedy podwija mu się nogawka, na opuchniętej kostce zauważam paskudnie ropiejącą ranę. Widać też, że upał daje mu się we znaki. Po weekendzie wsiada do autobusu z ogromnym wysiłkiem, a kolejnego dnia prawie się przewraca. Ciężko oddycha, twarz ma bladą i zlaną potem, sprawia wrażenie, jakby za chwilę miał runąć. Zaniepokojona biję się z myślami. Podejść? Wysiąść z nim? Zadzwonić po pogotowie? Zaproponować pomoc? Czuję w środku bolesne ukłucie i niezdecydowanie, podczas gdy mijają kolejny minuty i zatrzymujemy się na jego przystanku. Młody mężczyzna pomaga mu wysiąść, drzwi autobusu zamykają się, a ja kątem oka dostrzegam, jak walczy ze sobą, a w końcu upada na chodnik… Następnego dnia nerwowo wyczekuję przystanku, na którym wsiadał od kilku tygodni. Nie ma go. Kolejnego dnia też się nie pojawia. Nie spotykam go już nigdy więcej. Nie przestaję zadawać sobie pytania, co mogłam wtedy zrobić.

Wiem już na pewno – nigdy więcej nie chcę żałować, że czegoś nie zrobiłam, nie pomyślałam, nie zdążyłam. Drugiej szansy nie będzie.

Kilka miesięcy później, wracając ze sklepu podczas ulewy, na pasach spotykam młodą dziewczynę, która przeszła już pół miasta, a drugie pół ma przed sobą (idzie na PKP). Jest przemoczona i przemarznięta. Upiera się, że dalej też pójdzie pieszo. Oddaję jej parasol i szalik. Innym razem przez balkon zauważam mężczyznę, który drżącymi rękami kurczowo trzyma się płotu, nie mogąc zrobić kolejnego kroku. Schodzę na dół. Okazuje się, że upał nasilił jego problemy z krążeniem i zasłabł. Odwożę go do domu. Kiedy indziej w drodze do pracy w osiedlowym sklepiku robię zakupy bezdomnej.

Ani to nie zagłuszy wyrzutów sumienia, ani też nie naprawi tamtych sytuacji. Ale nie pojawiają się też nowe, w których będę żałować, że nie zareagowałam.

Udostępnij

5 thoughts on “Byle nie żałować”

  1. Oj,więcej było takich sytuacji…A najtrudniejsze zawsze jest to,że nie wiesz,czy to naprawdę prośba o pomoc czy wyłudzanie…I tu pojawia się dylemat-dać rybę czy może wędkę?

  2. Wrażliwość na ludzką krzywdę, ciężka sytuację życiową jest kwestią osobniczą myślę. Druga rzecz to fakt, że ludzie często boją się pomóc lub się wstydzą. Biegniemy i nie rozglądamy się wokół siebie. Brak naszej uwagi odbija się negatywnie na osobach potrzebujących.
    Czasem trzeba zwolnić, spojrzeć na kogoś i zastanowić się nad jego losem. Pomóc w miarę możliwości. Nawet jeśli dostaniemy przysłowiowego kopa- bo dziecko wyrzuci na naszych oczach całą siatkę jedzenia, które mu kupiliśmy, gdy żebrało o pieniądze na chleb. Nie możemy takim epizodem usprawiedliwiać faktu, że już nie chcemy pomagać… to pójście na łatwiznę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *