Chemia

Udostępnij

Poznałyśmy się ponad 3 lata temu w dość nietypowych, jak na zawieranie znajomości, okolicznościach. Rozmowa była bardzo krótka i rzeczowa, kilkakrotnie przerywana natrętnie brzęczącym black berry. Właściwie nie sądziłam, że jeszcze się zobaczymy, więc zaproszenie na kolejne spotkanie było dla mnie sporym zaskoczeniem. A jednak.

To drugie spotkanie było już zupełnie inne. W jakiś magiczny sposób nawiązała się między nami niewidoczna nic porozumienia, zadziałała jakaś tajemnicza chemia, która towarzyszyła nam później każdego dnia. Chemia, która sprawiała, że z czasem dosłownie czytałyśmy sobie w myślach. Jedna zaczynała zdanie, druga kończyła. Jedna ledwie zaczynała zadawać pytanie, druga już na nie odpowiadała. Często ludzie przyglądający się naszej relacji obserwowali to zjawisko z niedowierzaniem. My same nie potrafiłyśmy uwierzyć, że chemia na takim poziomie jest możliwa.

Mogłyśmy razem przenosić góry. Niezależnie od tego, jak ciężko by nie było, ile trudnych spraw, niewygodnych telefonów, upierdliwych maili, nieważne, z jaką ilością pracy przychodziło się nam mierzyć – ta chemia dawała nam siłę, budowała wzajemne wsparcie i zrozumienie. Bywały dni, kiedy nie mogłyśmy się nagadać. O pracy, ale i o podróżach, kotach, gotowaniu. Częste burze mózgów owocowały najlepszymi pomysłami, które później z radością realizowałyśmy. Bywały i takie dni, kiedy mało się do siebie odzywałyśmy, zmęczone nawałem zadań i ich rodzajem.

Funkcjonowałyśmy ze sobą jak jeden organizm, zawsze jednomyślne, zdecydowane, patrzące w tym samym kierunku.

Pewnie pisałabym do jutra, gdybym miała wymienić wszystkie rzeczy, których się od niej nauczyłam. Jestem jej za nie wszystkie bardzo wdzięczna. Jeszcze bardziej wdzięczna jestem za to, że wciąż mnie wspiera, choć nasze drogi zawodowo się rozeszły. A choć zawodowo się rozeszły, prywatnie już pewnie zawsze będą się krzyżować.

Niezbadane są wyroki. Zawsze wyobrażałam sobie, że z przyjaźniami jest jak z miłością od pierwszego wejrzenia – jeden strzał i już człowiek wie, że to ta na całe życie. U mnie wręcz odwrotnie – czasem najbardziej niepozorne spotkania okazują się być tymi wspominanymi przez lata. Zatrudniając się, mimo pewnej chemii, nie miałam pojęcia, że właśnie poznaję osobę, która odegra w moim życiu tak ważną rolę.

Bardzo się cieszę, że to spotkanie miało miejsce. Że wysłałam CV, a ona zadzwoniła. Jestem jej wdzięczna za wyrozumiałość  i zaufanie, jakim mnie obdarzyła, choć zaczynając byłam totalnie zielona. Doświadczenie pracy z nią jest doświadczeniem na całe życie. Jedną sprawą jest to, jaką osobą była zawodowo, ale drugą, ważniejszą, jakim jest człowiekiem. Przede wszystkim jednak potrafi łączyć te dwie rzeczy, choć niektórym nie udaje się to przez całe życie – w pracy zawsze była przede wszystkim CZŁOWIEKIEM. Profesjonalistką w każdym calu, fachowcem, znającym się na rzeczy, wymagającym szefem, ale przy tym nigdy nie traciła serca.

Czy uwierzyłabym, gdyby ktoś mi opowiedział? Kto wie… Jedno jest pewne – każdego dnia, nawet w najmniej oczekiwanym momencie możemy poznać kogoś, kto zmieni nasze życie. Przyjaciela, na którego zawsze będziemy mogli liczyć. Trzeba tylko  być na to gotowym i otwartym, by nie przegapić tego momentu.

 

6 thoughts on “Chemia”

  1. Dobry tekst. Nie przegapić tego czegoś, bo w sumie w każdym momencie naszego życia może dojść do tej chemii. Super, że sie Tobie udało 🙂 teraz potrzeba pielęgnacji.

  2. Czasami krótki moment, spotkanie trwające dosłownie chwilę, bo później okazało się, że właśnie spotkało się przyjaciela. Oczywiście na rozwój przyjaźni potrzeba czasu. Na to, żeby nazwać kogoś przyjacielem też. Ale czasami ten czas nie jest niezbędny, bo to się czuje i wie od razu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *