Czy potrafimy być jeszcze po prostu sobą?

Chłodny jesienny wieczór. Za oknem ciemno, zimno i ponuro. Idealna pogoda na wieczorną herbatę z miodem i cytryną, ciepły koc i książkę. Tym razem zamiast książki „Kraina Bugu”, przywieziona z urlopu. Otwieram magazyn i natychmiast odpływam we wspomnienia. Po jakimś czasie łapię się na tym, że wpatruję się w portret starszej kobiety, mieszkanki jednej z podlaskich wsi. Herbata już dawno wystygła, a ja wciąż nie mogę oderwać wzroku od fotografii. Na kolejnych stronach więcej zdjęć.

Magazyny tego typu, pięknie ilustrowane i okraszone mądrościami tego świata, zazwyczaj oferują nam owoce profesjonalnych sesji zdjęciowych – znane osobistości, gwiazdy show biznesu i kultury w niewybrednych pozach prezentują idealnie przypudrowane twarze oraz sylwetki ubrane w najnowsze modowe trendy. Wszystko jest poprawione i wyretuszowane do tego stopnia, że czasami trudno poznać owych przedstawicieli „wielkiego świata”.

Tymczasem na tych portretach w oczy rzucają się spracowane dłonie, twarze pocięte głębokimi zmarszczkami, naznaczone upływem czasu. Fotografie przedstawiają ludzi, przyłapanych podczas codziennych czynności, bez make-upu i wcześniej przygotowanych kreacji. Ludzi, będących żywym świadectwem upływu czasu, starzenia się i wszystkich innych naturalnych procesów, których tak bardzo się boimy. Ci ludzie są do bólu prawdziwi i niesamowicie piękni ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami.

Kraina Bugu
Kraina Bugu
Kraina Bugu
Kraina Bugu

Czy potrafimy być jeszcze tak prawdziwi?

Jak każdy kolejny wiek i ten narzuca nam pewne wzorce i ideały.

Zmusza nas do nieustannego zajmowania się sobą i swoim wyglądem, do gonienia za urodą i przedłużaniem młodości. Mało tego, cały świat usiłuje nam wmówić, że nasze szczęście i sukcesy zależne są od tego, czy mieścimy się w powszechnie uznanym kanonie piękna i atrakcyjności. W pogoni za idealną twarzą, szczupłą sylwetką i wieczną młodością napędzamy  biznesy, wspieramy koncerny kosmetyczne, fabryki piękna i gabinety odnowy. Jesteśmy coraz bardziej fit, brwi mamy coraz wyżej naciągnięte, a usta idealnie okrągłe. Patrzymy na świat spod niebotycznie długich rzęs, w uśmiechu pokazujemy idealnie białe zęby, w kusych strojach eksponujemy mięśnie, okupione tygodniami diety i litrami wylanego potu. Czego tak bardzo się boimy?  Odrzucenia? Braku akceptacji? Starości?

Czy jesteśmy jeszcze sobą? Czy my, kobiety, mamy w sobie jeszcze tyle odwagi, by wyjść na ulicę bez spędzania godzin przed lustrem? Czy mamy odwagę pokazać się światu bez zakładania maski?

Jakiś czas temu odbyłam podróż do innego świata, który przypomniał mi, czym jest prawdziwe życie. Był to świat prawdziwych ludzi, nie kryjących swojego wieku, zmarszczek, czy innych niedoskonałości. Po powrocie poczułam się obco i sztucznie, jak w teatrze lalek. Z przerażeniem patrzę na „zrobione” twarze bez emocji , za to z idealnymi rzęsami. Na kobiety odejmujące sobie lat na wszystkie możliwe sposoby. Dlaczego wstydzimy się siebie? Dlaczego wstydzimy się starości, walczymy z nią, zamiast nosić ją z dumą? Przecież wiek nie powinien być powodem do wstydu – jest oznaką życiowej mądrości i doświadczenia, zasługuje na uznanie i szacunek.

Życzę nam wszystkim, abyśmy potrafili zaakceptować i pokochać siebie takimi, jakimi jesteśmy, bo tylko wtedy będziemy szczęśliwi.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *