Deszczowa majówka w Karkonoszach

Bywa i tak, że kapryśna pogoda psuje nam plany na długo wyczekiwany wyjazd. Tak właśnie zdarzyło się w 2016 roku w maju, kiedy oczarowani Karpaczem rok wcześniej, postanowiliśmy do niego powrócić, tym razem na 5 dni. Całymi tygodniami zastanawialiśmy się, od którego szlaku rozpoczniemy wędrówki, w jakie miejsca koniecznie chcemy zajrzeć i czego nie zdążyliśmy obejść poprzednio. Tymczasem aura spłatała nam figla, krzyżując wszystkie wędrówkowe plany.

Zajechaliśmy we mgle i mżawce, ograniczającej widoczność do kilkudziesięciu metrów. Niezbyt dobrze orientowaliśmy się w okolicy, o dostrzeżeniu gór nawet nie wspominając. Termometr uprzejmie pokazywał… dwa stopnie powyżej zera. Takiego powitania zdecydowanie się nie spodziewaliśmy, tym bardziej, że jeszcze rano opuszczaliśmy ciepłe i słoneczne Kujawy. Niestety taka pogoda utrzymywała się przez większość naszego pobytu, więc wykorzystaliśmy ją na odwiedzenie miejsc, w które pewnie nie zajrzelibyśmy w słoneczne dni. Poniżej te naprawdę warte uwagi.

Karkonoskie Tajemnice – jeśli wierzyć legendom, władcą Karkonoszy był Duch Gór, od stuleci przedstawiany jako hybryda zwierząt z wielkim kosturem w ręce/łapie. Jego panowanie miało dobiec końca z momentem wybudowania na Śnieżce chrześcijańskiej świątyni. W 2011 r. w Karpaczu dokonano niezwykłego odkrycia – w trakcie robót budowlanych odnaleziono tajemniczy kostur, który stał się symbolem krążącej legendy. W miejscu ówcześnie prowadzonych prac powstało muzeum, mające na celu przybliżanie turystom historii Karkonoszy. Karkonoskie Tajemnice znajdują się w nowoczesnym obiekcie i takim też są muzeum – z innowacyjnymi rozwiązaniami, interesującym podejściem do tematu oraz nietypowymi, interaktywnymi eksponatami. Nie ma mowy o nudzie – zwiedzającym udziela się aura magii oraz owianych tajemnicą legend. Zdecydowanie polecam. Wizyta w Karkonoskich Tajemnicach gwarantuje nie tylko sporą dawkę wiedzy na temat regionu, ale również dobrą zabawę.

 

 

Muzeum Zabawek – sama nie wiem, czy bardziej zainteresuje młodszych, czy może właśnie tych starszych. Wśród eksponatów znajdują się zabawki z okresu obejmującego ok 300 lat – od zabytkowych elementów szopek, poprzez porcelanowe cudeńka, do zabawek charakterystycznych dla XX wieku. Niektóre z nich to prawdziwe dzieła sztuki, inne budzą sentyment, jeszcze inne przywołują obrazy z dzieciństwa. Nie brak tam nawet rodziny Muminków wraz z budzącą postrach Buką! 🙂

 

Skarby Ziemi Juna – dawniej muzeum oraz sklep znajdowały się w Szklarskiej Porębie, natomiast w 2015 roku budynek oraz większa część kolekcji uległy zniszczeniu w wyniku pożaru. Obecnie Skarby Ziemi Juna znajdują się w piwnicy Dworu Liczyrzepy w Karpaczu, gdzie przeniesione zostały ocalone eksponaty oraz kamienie mineralne z całego świata. Oprócz wystawy, Juna proponuje turystom niezwykłą biżuterię z kamieniami ozdobnymi – od popularnych agatów, ametystów, opali i kwarców, po mniej znane, ale równie piękne chalcedony i obsydiany. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Podobno odpowiednio dobrany kamień, najczęściej w zgodzie ze znakiem zodiaku, będzie dla nas źródłem dobrej energii, a już na pewno wspaniałą pamiątką.

 

 

Sztolnie Kowary – dawna kopalnia uranu została częściowo udostępniona turystom – podziemna trasa turystyczna liczy 1200 m długości, co przekłada się na godzinę zwiedzania z wykwalifikowanym przewodnikiem. Pod ziemią przez cały rok panuje temp. ok 8°C oraz wilgotność na poziomie ok 96%, więc niezależnie od temperatury panującej na zewnątrz, zwiedzając powinni pamiętać o ciepłym ubraniu. Historia wydobycia uranu w Kowarach została zapoczątkowana przez Niemców w latach 20. XX wieku. Po wojnie kopalnie przejęli Rosjanie, którzy poszukiwali uranu, niezbędnego do zbudowania bomby atomowej, a więc prowadzone badania i poszukiwania były ściśle tajne. W późniejszym czasie zakłady przejęła Politechnika Wrocławska, a chwilę potem odkryto lecznicze działanie radonu, co skutkowało wybudowaniem podziemnego inhalatorium. W ramach zwiedzania turyści poznają narzędzia oraz techniki wydobywcze, tradycje górnicze, a także elementy historyczne oraz masę ciekawostek na temat regionu. Spacer labiryntem podziemnych korytarzy w kasku na głowie zdecydowanie ma w sobie coś z przygody 🙂

 

 

W bezpośrednim sąsiedztwie sztolni znajduje się hotel Jelenia Struga – naszym odkryciem była przepiękna biblioteka utrzymana w orientalnym klimacie Indii, w której podano nam przepyszną kawę. Bezcenne po godzinie spędzonej pod ziemią!

 

W kolejnych dniach pogoda była nieco łaskawsza, wciąż jednak na tyle kapryśna, że nie zachęcała do wyjścia w góry. Zamiast całodziennych wędrówek odwiedziliśmy kilka godnych polecenia miejsc:

 

Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich – jedno z najpiękniejszych miejsc w Karkonoszach, które swój urok zawdzięcza bajkowym kolorom wody. Wszystko za sprawą górnictwa, które rozwijało się na tym terenie od XVIII wieku – kolor wody w wyrobiskach związany jest z obecnością związków chemicznych, charakterystycznych dla łupków pirytonośnych. Tyle na temat historii 🙂 Trasa zwiedzania jest bardzo przyjemna, o niskim stopniu trudności. Podążając wytyczonym szlakiem można obejrzeć 3 jeziorka, każde o innej barwie – purpurowe, błękitne oraz zielone, a także wspiąć się na szczyt Wielkiej Kopy, skąd można podziwiać panoramę Karkonoszy.

 

 

W drodze powrotnej do Karpacza zatrzymaliśmy się w Zamku w Karpnikach na kawie i obiedzie – palce lizać! Oprócz pysznego jedzenia, sama zamkowa restauracja robi ogromne wrażenie – niskie sklepienia, zabytkowe cegły i pięknie zdobione łuki. W dodatku zjeść można również na malowniczym dziedzińcu. Zdecydowanie warto tam zajrzeć. Zamek otoczony jest zadbanym parkiem, który zachęca do spaceru.

 

 

Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska, Kowary – nie jestem zwolenniczką tego typu atrakcji, a jednak chętnie wróciłabym do Parku Miniatur w Kowarach. Po pierwsze, park skupia bardzo precyzyjne oraz profesjonalne makiety zabytków Dolnego Śląska, a wśród nich zamki, pałace, budynki sakralne oraz świeckie, na które patrzy się z przyjemnością. Jednak największym plusem jest zwiedzanie z przewodnikiem, który był dla nas prawdziwą skarbnicą wiedzy o regionie – zainspirował nas do dalszych podróży, opowiadając o miejscach godnych odwiedzenia, ale też otwarcie wspomniał o zabytkach, które oprócz architektury aktualnie nie mają nam nic więcej do zaoferowania. Czas spędzony w parku wspominam bardzo pozytywnie tym bardziej, że przewodnik był prawdziwym profesjonalistą.

 

Wodospad Szklarki – to taki must be, jeśli chodzi o Szklarską Porębę. Wodospad piękny, ale podejście aż gęste od turystów, więc trudno mówić o jakimkolwiek obcowaniu z naturą. Oczywiście na kamienistej trasie nie zabrakło turystek, reprezentujących moją ulubioną grupę: w japonkach, balerinkach i, o zgrozo, w szpilkach 🙂 Można je również zaliczyć do atrakcji turystycznych!

 

Wodospad Szklarki

 

W drodze do Karpacza przeżyliśmy też małą przygodę, którą zawdzięczamy właśnie mgle i mżawce, a co za tym idzie –  fatalnej widoczności. Nawigacja spłatała nam figla i postanowiła zaproponować nam „krótszą” trasę, tym samym z drogi krajowej ściągając nas na te lokalne. Dzięki temu przypadkowo trafiliśmy do położonych na wzgórzach opuszczonych koszar wojskowych (miejscowość Pastewnik), które w tak gęstej mgle wyglądały wręcz upiornie. Doprowadziła nas do nich kręta i bardzo wąska droga, stale pnąca się pod górę. Dziś wspominam to z uśmiechem, ale wtedy byłam przekonana, że zabłądziliśmy i znaleźliśmy się w jakimś thrillerze 🙂

 

Opuszczone koszary, Pastewnik

Okazuje się więc, że „niepogoda” może być turystycznie równie atrakcyjna, co bezchmurne niebo. Macie podobne doświadczenia? A może powiększylibyście moją listę o kolejne pozycje? 🙂

Udostępnij

2 thoughts on “Deszczowa majówka w Karkonoszach”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *