Wszystko dzieje się po coś?

Powoli zaczynam wierzyć, że wszystko w życiu dzieje się po coś. Może zwyczajnie się starzeję, jak zwykło się mawiać, gdy radykalnie zmienia się światopogląd. A może tak łatwiej przyjmować mi pewne sprawy, na które zupełnie nie mam wpływu, a jednak dzieją się, niezależnie od mojego widzimisię.

I tak uświadomiłam sobie, że w moim życiu miało miejsce wiele spotkań, które zostawiły po sobie trwały ślad.  Czasami z pozoru zwyczajne i nic nie znaczące, a jednak odbiły się we mnie jak w plastycznej masie. Z perspektywy czasu stwierdzam, że wiele z nich zmusiło mnie do zatrzymania się, spojrzenia na rzeczywistość z boku.

Człowiek im więcej ma, tym więcej chce. Świadomie czy nie, dąży do tego, by wciąż posiadać, kupować, być. Zatraca się w błędnym kole i nawet nie zauważa momentu, kiedy staje się niewolnikiem swojego własnego myślenia.

Przykład? Świat wmawia nam, że musimy wyglądać – z jednej strony wzorce i ideały, przeliczające szczęście na cm w talii, z drugiej wszechobecne reklamy, wmawiające nam, że zmarszczek trzeba się pozbyć, a rozstępy są niedopuszczalne. Próbujemy się więc wbić w powszechnie panujący model i nagle okazuje się, że jesteśmy źle skrojeni jak na te czasy. Rozpoczyna się gonitwa za kilogramami i centymetrami. Odbicie w lustrze poddajemy wiecznej ocenie i krytyce… Tym oto sposobem skupiamy się na sobie i drobiazgach, które w zasadzie są mało istotne.

Dopiero w momencie, kiedy pewna starsza pani gdzieś na drugim krańcu Polski spojrzała na mnie jak na CZŁOWIEKA, bez oceniających filtrów w oczach i badawczego spojrzenia, biorąc mnie jaką jestem… poczułam się po prostu jak CZŁOWIEK właśnie. Spojrzała mi w oczy, jakby próbowała czytać w mojej duszy i rękę dam sobie uciąć, a może i obie, że nie zwróciła uwagi na to, co mam na sobie, czy BMI prawidłowe, a włosy może w nieładzie. Tym jednym spojrzeniem pomogła mi odnaleźć coś, co latami gubiłam gdzieś po drodze…

Kiedyś w drodze do pracy, pod osiedlową piekarnią, zaczepiła mnie obca kobieta z prośbą o kupienie jej chleba. Zgodziłam się, czemu nie. Chleb to nie drobne na alkohol. Prośbę potraktowałam jak zamówienie, bezmyślnie ustawiłam się w kolejce i pogrążyłam w myślach o rozpoczynającym się dniu. Z totalną ignorancją dałam jej pieczywo i dla mnie w zasadzie temat był skończony. Tak mi się przynajmniej wydawało. Jej ciche dziękuję, łzy w oczach i wyraz twarzy wbiły mnie jednak w chodnik na kolejne długie minuty. Zrobiło mi się wstyd. Mogę tylko próbować sobie wyobrazić, jak wiele kosztowała ją ta prośba i z jakimi emocjami się wiązała. Natychmiast doceniłam wszystko, co mam…

Akceptować siebie, doceniać to, co się ma i brać życie, jakim jest. I jeszcze pamiętać, że nie ma porażek – są tylko lekcje, z których trzeba wyciągać wnioski i iść dalej, bogatszym o kolejne doświadczenia. Każdy zwrot, choć początkowo wydaje się być czymś negatywnym, może stać się solidną podstawą dla nowego, lepszego.

Udostępnij

3 thoughts on “Wszystko dzieje się po coś?”

  1. Piękne, wzruszające i mądre. Działamy w tej codzienności jak roboty zaprogramowane na szaleńcze wykonywanie zadań, idealny wygląd, nabywanie dóbr… gubi się istota i sens życia.
    Świetny tekst!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *