Jak łyse konie

Udostępnij

Znacie się już kupę lat. A może i nawet dwie. Właściwie to sam nie bardzo pamiętasz, czy poznaliście się na imprezie studenckiej, w pracy czy przez znajomego znajomej. Grunt, że zjedliście razem beczkę soli, niejedno we dwoje przeżyliście i generalnie ty dasz sobie za niego głowę uciąć, on za tobą w ogień skoczy.

Dzwonisz do niego ze smutkami i radościami, poplotkować, poradzić się i pożalić. Znasz jego bliskich i wszystkie historie rodzinne. W czasie urlopu podlewasz jego kwiatki i kota, opiekujesz się psem, w sytuacjach awaryjnych odbierasz dzieci z przedszkola.

Wasza znajomość to setki wypitych razem kaw, tysiące przegadanych godzin, niejedna wspólna impreza, kilka zarwanych nocy, a może nawet wspólny wróg lub cel. Dziesiątki wyznań i wspomnień. Masa koślawych, lekko wstawionych selfie. Są też zdjęcia zrobione przed laty, wywołane, wrzucone do albumu lub pomiędzy książki.

Wspólnie przeżywacie wzloty i upadki. Nie raz wpadacie w tarapaty, by potem śmiać się z dawnych sytuacji do łez. A propo łez – płacz w towarzystwie tego drugiego również nie jest wam obcy.

Bywacie nierozłączni i jednomyślni. Macie wspólne zainteresowania, zbliżony pomysł na życie, kierujecie się tymi samymi wartościami. Jesteście do siebie bardzo podobni lub wręcz przeciwnie, stanowicie uzupełniające się przeciwieństwa – tak, czy siak, rozumiecie się bez słów. Mało tego, potraficie stanąć za sobą murem, walczyć o to drugie, samemu narażając się na kłopoty.

Mijają lata, a wasza znajomość dynamicznie się rozwija, ale wciąż trwa, więc zaczynacie mówić o sobie, że znacie się na wylot, jak przysłowiowe łyse konie. Jesteście nieomal pewni – innych takich jak wy na świecie nie ma. I co najważniejsze – nic was nigdy nie poróżni, nie ma szans. Macie za sobą wiele prób, wasza relacja przetrwała je bez szwanku, więc trwacie w przekonaniu, że będziecie dla siebie aż po grób.

A potem dzieje się to. Najpierw pojawia się mała rysa i kilka zgrzytów. Przestajecie się rozumieć. A potem znienacka „dostajesz w ryj” i zbierasz zdziwioną szczękę z podłogi.

To naprawdę ten sam człowiek? Tyle lat się znacie, ale nigdy nie podejrzewałbyś go o takie zachowanie. Jak mógł ci to zrobić? Tak cię potraktować? Zachować się w ten sposób?

Powód? Może zmienił pracę, wyjechał, obraca się w innym środowisku? Może awansował i patrzy na ciebie inaczej? Może w jego życiu pojawił się ktoś, kto sprawił, że teraz inaczej postrzega świat? A może przeżył jakąś tragedię i inne wartości są teraz dla niego ważne? A może zupełnie nie dostrzegasz przyczyny takiego obrotu spraw?

Cokolwiek by to było, patrzysz na tego człowieka i zupełnie go nie poznajesz. Gdybyś wtedy poręczył za niego głową, dziś byłbyś bez niej.

 

14 thoughts on “Jak łyse konie”

  1. Czasem sami się się okłamujemy mówiąc, że kogoś dobrze znamy, bo znamy się X lat. Tak naprawdę może się okazać, że nie znamy się wcale, że znamy się tylko powierzchownie i niewiele o sobie wiemy.

  2. Dzieje się tak głównie dlatego, że codziennie nasze zycie się zmienia. Dziś na przykład coraz częściej zmieniamy miejsce zamieszkania idąc za pracą. W takich chwilach to naturalne, że kontakty nie są już takie jak 10 lat temu. Do tego dochodzi kwestia czasu i własnych doświadczeń przez które stajemy się innymi ludźmi i może się okazać, że te kontakty, które były dobre 10 lat temu dziś już nie są dla nas 🙂

  3. Tak się zdarza. Po prostu 🙂 Jestem szczęśliwa nie mając już specjalnych oczekiwań co do drugiego człowieka, który niczego mi nie obiecywał, jestem szczęśliwa, gdy ktoś co do mnie myśli podobnie.

  4. Myślę, że to my sami lubimy często mówić, że zjedliśmy z kimś beczkę soli. Może ta ilość jest potrzebna, aby kogoś dość dobrze poznać. A czasami tuż obok jest ten ktoś, cichy, spokojny, niepozorny… Po prostu jest, wtedy, gdy potrzeba. I nie oczekuje niczego wzamian, nie krytykuje, nie ocenia..
    Jest…I nawet selfi z nim nie mamy…😃

  5. Miałam kiedyś przyjaciółki niestety z czasem wszystko pokomplikowało się, wyjazdy za granicę i niestety z większością nie mam już jak się spotkać. Pozdrawiam i zapraszam.

  6. No cóż…życie.. Kazdy chyba kiedyś stracił przyjaciela..a jak nie – to ma mega szczescie. Moze to on się zmienił, a moze my – i dlatego widizmy pewne rzeczy – te rysy, o ktorych piszesz 🙂

  7. Mnie osobiście nigdy się to nie zdarzyło, ale słyszałam wiele takich historii. Patrząc na to z boku, wydaje mi się, że tak to już jest, że wszystko się zmienia – ludzie, sytuacje, doświadczenia, reakcje, emocje. Gdy jednak myślę, że mogłoby to dotyczyć mnie i kogoś mi bardzo bliskiego, trudno mi uwierzyć. Pewnie dlatego to zawsze zaskakuje. Mamy w sobie mechanizm, który nas automatycznie uspokaja – to się zdarza innym, nie nam… A potem… Potem już nigdy nie odzyskujemy tej pewności, tego poczucia bezpieczeństwa… Już wiemy, że nam też…

  8. My jesteśmy z mężem parą prawie 13 lat. Zdarzają się te zgrzyty., oj zdarzają. Zaczęły gdy na świecie pojawiło się dziecko. Inne priorytety, mniej czasu dla siebie, praca, nowe miejsce zamieszkania. Ale staramy się poprawiać te relacje. Wiadomo, że nie jest to samo gdy oboje mieliśmy po 18 czy dwadzieścia kilka lat. Jednak kochamy się, dużo rozmawiamy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *