Magia

Udostępnij

Na miejscu jesteśmy chwilę wcześniej. Sala koncertowa powoli zapełnia się podekscytowanym tłumem, wlewającym się przez wysokie, drewniane drzwi. Uwielbiam zapach tego miejsca. Kojarzy mi się, nie wiedzieć czemu, z biblioteką. Nie potrafię go opisać ani sensownie porównać do czegokolwiek, ale to zapach charakterystyczny dla starszych budynków, drewnianych elementów i tkanin, wysłużonych, ale i zadbanych. Pachnie… kulturą.

Kilka minut po dwudziestej drzwi zostają zamknięte, gasną światła, a ludzie przestają kręcić się na swoich krzesełkach – zastygają w pełnym ekscytacji oczekiwaniu. Po kilku chwilach rozlegają się pierwsze dźwięki muzyki i jego aksamitny, niski głos. Jest pięknie.

W ułamku sekundy zabiera nas do swojego nostalgicznego, smutnego świata, przepełnionego wrażliwością i emocjami. Zamykam oczy i już wiem, że to będą magiczne dwie godziny, w zupełnym oderwaniu od codziennej pogoni i rutyny.

Przepełnia mnie muzyka – z niezwykłą intensywnością czuję każde słowo, każdy dźwięk, każdą emocję, aż w końcu mam wrażenie, że staję się maleńką częścią tego miejsca, zupełnie wolna i lekka, daleka od tego, co pozostało za drewnianymi drzwiami. Niech to zapomnienie, z gęsią skórką i łzą na policzku, trwa jak najdłużej! Zatracam się w tej magicznej chwili, odcinam wszystkie niepotrzebne myśli, by zapomnieć o całym świecie, łącznikiem z którym jest jedynie ciepła dłoń Ł., delikatnie ściskająca moją.

W ciągu tych dwóch godzin przeżywam więcej i czuję mocniej niż zazwyczaj. Jego muzyka porusza najwrażliwsze ze strun, ukryte gdzieś głęboko pod żebrami, przy niespokojnie bijącym sercu. Zastygam, czas staje na chwilę w miejscu. Dźwięki i słowa dotykają tak mocno, tak prawdziwie… Czuję wszystko razem z nim… Jego smutek, ból, rozczarowanie, nostalgię, obawy i cierpienie, ale też radości, choć, przyznaję, jest ich niewiele.

Przez dwie godziny ze sceny nie mówi do nas nic, nie licząc powitalnego „dobry wieczór”. Staje się emocją, pasją, muzyką, a my razem z nim. Otuleni dźwiękiem, pod osłoną miękkiej ciemności, przeżywamy, odczuwamy, chłoniemy.

Jego muzyka, choć rozbrzmiewa w wypełnionej po brzegi sali koncertowej, tworzy atmosferę intymności. Każdy z osobna i wszyscy razem odczuwamy całe spektrum emocji, nierzadko dajemy im upust, czując się bezpieczni i anonimowi pod osłoną półmroku.

To taki niezwykły wieczór… Jeden z tych niezapomnianych. Za zamkniętymi drzwiami filharmonii, w ciemności rozświetlanej od czasu do czasu biegnącymi pod sufitem światłami, dzieje się magia. Do codzienności, tej zwyczajnej i szarej, jest zarazem tak blisko i tak daleko! Dzielą nas od niej tylko drzwi.

Jestem Ci bardzo wdzięczna za muzykę, którą tworzysz. Za emocje. Za prawdę. Nikt nie potrafi smucić się tak pięknie, jak Ty, Kortez!

 

3 thoughts on “Magia”

  1. Przekonałaś mnie po utworze Dla mamy…Nie powiem o sobieRYCZĄCA CZTERDZIESTKA,bo to nie moja kategoria,ale RYCZĄCA PIĘĆDZIESIĄTKA-tak…Już nie przeszkadza mi jego dykcja.MAGIA naprawdę…I to nie będąc na koncercie☺

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *