Moda na SLOW

Jeśli chcesz towarzysko istnieć, zdecydowanie musisz być na bieżąco z aktualnymi trendami, dotrzymywać kroku znanym i lubianym, a swoją codzienność oprzeć na najmodniejszych tego sezonu filozofiach życiowych.

A więc… bądź slow, zwolnij. Take it easy.

Slow food, slow fest, nawet slow fashion, slow driving i wreszcie… slow life. Tylko… o co tyle krzyku?

Bycie slow we wszystkim, co tylko można sobie wyobrazić, jest teraz niesłychane modne. W dodatku brzmi bardzo dobrze, hasztagi świetnie prezentują się na Instagramie, więc propagowanie haseł slow przesiąka do wszystkich grup społecznych. Inna sprawa, czy wszyscy slow’owicze wiedzą, pod czym się tagują…

Najprościej mówiąc, slow life tu sztuka uważnego życia. Hasła namawiają do zwolnienia tempa, pochylenia się nad sobą i swoimi potrzebami, wyskoczenie choć na chwilę z pędzącego pociągu i zatrzymanie się, złapanie oddechu. Pod wszystkim, co slow, kryje się również pewien minimalizm oraz umiar, które ludzkość, chcąc nie chcąc, zatraciła w pogoni za pieniądzem, fast foodami i zdobyczami technologicznymi. Słowem – slow life to nic innego, jak powrót do korzeni, przeciwieństwo żarłocznego konsumpcjonizmu, który założył nam klapki na oczy, pogonił owczym pędem w XXI wiek i pozostawił z depresjami, kredytami i rozwijającymi się chorobami cywilizacyjnymi. Pora więc zwolnić.

No to zwalniamy. Wszyscy masowo strzelają fotki owsianek i sałaty, propogując slow food, uwieczniają wykrzywione w dziubki twarze na slow festach, z zadowoleniem zachwalają slow fashion i generalnie we wszystkim starają się być slow. Oczywiście slow life nie wyklucza bycia obecnym w sieci 24/7, lajkowania, tagowania i sharowania. Przecież wszyscy muszą wiedzieć, że Ela właśnie przeszła na dobrą stronę mocy i dzielnie stara się w myśl slow wyskoczyć za miasto, pomiędzy jedną konferencją a drugą.

Tyle, że… to wszystko już było… Nikt na nowo koła nie wymyślił. Ktoś jedynie ubrał w nowe hasło podstawy dawnych filozofii i z powodzeniem rozpropagował w sieci.

Tak oto właśnie dowiedziałam się, że moje życie wpisuje się w obecnie panujący trend. Pracuję osiem godzin dziennie, mam wolne weekendy, często wyjeżdżam za miasto, by pobyć na łonie natury, znajduję czas na czytanie książek i leniuchowanie na kanapie, nie biegam od spotkania do spotkania, kiszę ogórki i podlewam kwiatki na balkonie. Czasami gapię się w chmury albo nie robię nic. Nie pijam gazowanych napojów, od kilku lat niezmiennie zakochana jestem w jednym facecie, otaczam się prostymi przedmiotami, wolę być niż mieć, doceniam minimalizm.

Święta prawa, że życie slow jest cudowne, choć zdecydowanie wolę określić je mianem uważnego.

Niestety obecnie to tylko moda, pewien kaprys, który lada moment zostanie zapomniany jak zeszłoroczny śnieg, a owieczki w ślepym pędzie pognają za kolejną filozofią, by zgodnie z panującą modą tagować nowe trendy.

Udostępnij

5 thoughts on “Moda na SLOW”

  1. Mnie najbardziej śmieszy, jak to slow ubieramy w fast. Hehehe, pyszne koktajle okraszamy fast mieszanką superfoods z puszki albo slow weeknd spędzamy biegając z aparatem od drzewa do drzewa, żeby uchwycić i pokazać światu ten nasz slow czas. 😉 Dobre, świat stoi na głowie i jest niesamowicie pozorny, jedna wielka mistyfikacja, udawanie, sztuczność. Mam przygotowany do publikacji tekst o autokreacji w dzisiejszym życiu, to jak najbardziej dotyka tematu, który poruszyłaś.
    Ja nie jestem ani slow ani fast… jak od zawsze- człowiek środka. 🙂

    1. Otóż to… niby slow, ale jednak trzeba zrobić zdjęcie do social mediów i koniecznie pochwalić się znajomym, że oto nasze życia właśnie się zmieniło 🙂 Smutne to, lada moment nadejdzie kolajna moda i slow pójdzie w zapomnienie. Ogromnie się cieszę, że jestem poza tym i zostanę tu, gdzie mi najlepiej 🙂 Z moich obserwacji wynika, że Warszawiacy starają sie byc najbardziej slow… Więc trzymam za nich kciuki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *