Na Podlasie? Nie zwlekaj!

Nie potrafię go sobie wyobrazić bez ogromnych połaci lasów, będących schronieniem dla niespotykanych nigdzie indziej gatunków zwierząt, ale i bez zielonych łąk, pachnących ziołami, kołyszących się na wietrze wysokimi trawami czy bez bagien, torfowisk i trzęsawisk, porośniętych bujną roślinnością. 

Nie byłoby tym samym miejscem bez rozlewisk Narwi i Biebrzy, kształtujących krajobraz i życie przez wiele kilometrów. Bez Bugu, wijącego się majestatyczną wstęgą w głąb kraju, również nie byłoby tą samą krainą. Bez Puszczy Białowieskiej i żubrów. Bez łosi na Carskiej Szosie. Bez kładki w Waniewie. Bez magicznego Tykocina. Bez małych, drewnianych domków z kolorowymi okiennicami zdobionymi snycerką. Bez drewnianych wozów i stogów siana. Bez spracowanych dłoni mieszkańców. 

Nigdy nie zapomnę naszego zachwytu wywołanego widokiem pierwszej cerkwi, jednej z tych drewnianych i kolorowych, pałacyku cara, jak o nich mawiają. Tak to już jest z cerkwiami, że można o nich wiele przeczytać, nawet obejrzeć masę zdjęć, a i tak człowiek nie jest przygotowany na czekającą go magię, więc ulega ich urokowi, podziwiając perełki z rozdziawioną buzią. A im bardziej na wschód, tym więcej cerkwi. Aż w pewnym momencie zupełnie wypierają katolickie kościoły.  

To właśnie tu istnieją wciąż miejsca, gdzie katolickie przeplata się z prawosławnym, żydowskim i tatarskim. Taki mały, polski cud – bez nienawiści, nacjonalizmu, zawiści i prześladowań. I bez słowa tolerancja – nie trzeba go uczyć, by ludzie od pokoleń żyli ze sobą w przyjaźni. 

Wielokulturowość odbija się również w regionalnej kuchni, bazującej na mącznych i ziemniaczanych potrawach. Być tu i nie spróbować pierogów, kiszki, babki ziemniaczanej, żuru, sękacza?! 

W moich wspomnieniach o nim zawsze pojawiają się też bociany, ale nie w tak opłakanych, jak u nas, ilościach, czyli parka na całą wieś – raczej parka na co drugim słupie wzdłuż drogi. Z dziecięcą radością zadzieram głowę, by podpatrzeć kołujące nad nami tak nisko, że niemal można ich dotknąć. Najbardziej jednak charakterystycznym widokiem są te brodzące po okolicznych łąkach na długich, czerwonych nogach, w towarzystwie leniwie pasących się krów, spoglądających na sielską okolicę spod fantazyjnych grzywek. 

Jest jednak jeden element, bez którego Podlasie zupełnie by nie istniało… Ludzie. Mieszkający tu z pokolenia na pokolenie, tworzący lokalną kulturę, podtrzymujący tradycję.  

Dla turysty Podlasie to sielska kraina, niezwykle malownicza i piękna, kusząca nieskazitelnie czystym powietrzem, dziewiczą przyrodą i piaszczystymi dróżkami, prowadzącymi do drewnianych chat, nad którymi unoszą się zapachy regionalnej kuchni. Natomiast mieszkańcy Podlasia od niepamiętnych czasów na co dzień borykają się z trudami życia w regionie z zupełnie nierozwiniętym przemysłem, wysokim bezrobociem, a co za tym idzie – biedą. Życie w drewnianej chacie, choć może na takie wyglądać, do sielskich nie należy. Czasami bez bieżącej wody i, o zgrozo, dostępu do internetu. Wiesz, jak zaopatrywane są te najpiękniejsze, leżące na uboczu, zapomniane przez świat wsie? Co kilka dni przyjeżdża do nich bus-sklep z najpotrzebniejszymi produktami. W takie dni starsze panie zbierają się na ławkach przed domami i niecierpliwie wyczekują sklepu na kołach, który przywiezie im chleb. Bardzo chętnie wdają się w rozmowy z turystami – wiele z nich przyznaje, że poza swoją maleńką wsią i kilkoma sąsiednimi nie widziały świata. I to dosłownie. 

O zamożności regionu wiele mówi również wspomniana wyżej lokalna kuchnia – kluchy i ziemniak na sto sposobów to od wieków najtańszy obiad. I najbardziej dostępny. 

Pośród wciąż zamieszkanych i zadbanych starych chat, otoczonych wykoszonymi trawnikami, coraz więcej tych pustych, pozostawionych samym sobie. Niektóre z nich, nierzadko wciąż z firankami w oknach, wyglądają zupełnie tak, jakby ktoś zamieszkiwał je jeszcze niedawno. Albo wyszedł dosłownie na chwilę. Zdradza je tylko mocno zarośnięte podwórze i wybujałe krzaki bzu, próbujące dostać się do wnętrza przez małe okienka. 

Inne z nich stoją samotnie, prawie zupełnie zarośnięte zielenią. Czasami z koślawo przybitą tabliczką tanio sprzedam lub zapomniane przez świat i właścicieli.  Zupełnie, jakby z opuszczeniem chaty przez jej ostatniego, leciwego mieszkańca, drzwi zostały zabite na zawsze.  

Młodzi uciekają stąd za pracą. To najczęściej powielana historia, zasłyszana podczas naszych wędrówek. A starzy? Starzy żyją po staremu, bo tylko takie życie znają, a potem umierają, pozostawiając młodym drewniane domy w najpiękniejszych zakątkach Podlasia. I cóż z tego, skoro dochowanie wierności tradycji wiążę się z ogromnym trudem i poświęceniem? 

Tak więc, czy za dziesięć – dwadzieścia lat Podlasie wciąż będzie tą samą krainą? Czy pan Włodek z Sioła Budy wciąż będzie oprowadzał turystów po skansenie? Co się stanie z Krainą Otwartych Okiennic? Czy na ławeczkach przed drewnianymi chatami wciąż będą siedzieli ich mieszkańcy? Czy ławeczki ocaleją? 

Być może to ostatni moment, żeby zobaczyć Podlasie właśnie takim, jakim wciąż jest. Jeśli więc kiedykolwiek się nam tym zastanawiałeś, nie czekaj. Nie odkładaj tego na potem. Szkoda by było, gdybyś się spóźnił. 

 

About the author

Comments

  1. W tej części kraju jeszcze nigdy nie byłem. Prawie co roku się wybieram a w konsekwencji jadę gdzie indziej. Opis jak u Orzeszkowej – rzadko się już takie spotyka.

  2. Podlasie w planach, czekam niech tylko Maks trochę podrośnie. To bardziej wyprawa w poszukiwaniu fajnych tematów na reportaż niż samo zwiedzanie. I chyba najbardziej kusi opisywanie ludzi, ich życia i prostych historii. Oczywiście prostych tylko z pozoru. Wiele można się od nich nauczyć.

  3. Baśko,nie możesz tak pisać😞…Nawet nie wiesz,jak zazdroszczę Ci tego Podlasia…Wiem,że byłoby mi tam dobrze☺

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *