Na pograniczu kultur

Udostępnij

Naszą przygodę z Podlasiem rozpoczynamy od Tykocina – małego, urokliwego miasteczka, które de facto prawa miejskie zachowało tylko ze względu na historię, natomiast posiada typowo wiejski charakter: domostwa rozciągają się wzdłuż Narwi, ludzie żyją tu z rolnictwa, więc nikogo nie dziwią wozy z sianem przejeżdżające przez „centrum”. Jednym z pierwszym miejsc, do których zaglądamy, jest żydowska synagoga, wybudowana już w XV wieku. Robi na nas ogromne wrażenie, tym bardziej, że w trakcie zwiedzania poznajemy historię miasteczka – niegdyś czterotysięczny Tykocin zamieszkiwany był w większości przez Żydów. To miejsce najstarszego osadnictwa żydowskiego w Polsce, które słynęło z wielkich uczonych, znawców Tory oraz kupców i przedsiębiorców. Niestety w wyniku prześladowań w trakcie II wojny światowej ludność żydowska prawie w całości zniknęła z Tykocina.


Wyjechaliśmy z Białegostoku. Obserwujemy zmieniający się krajobraz – pola i łąki zastępują rozległe lesiste tereny. Wyrastają przed nami wsie i miasteczka, których zabudowę w większości stanowią drewniane domki z pięknie zdobionymi okiennicami. Na horyzoncie coraz częściej pojawiają się również cerkiewne kopuły, zaznaczając obecność innego wyznania. To wtedy po raz pierwszy wśród pól, na piaszczystym rozdrożu, dostrzegamy kapliczkę, w której umieszczono dwa krzyże: katolicki oraz prawosławny. Ten widok towarzyszy nam później niemal każdego dnia, kiedy ciekawi regionalnego folkloru przemierzamy okoliczne wsie. W czasach konfliktów na tle religijnym oraz prądów nacjonalistycznych taki obrazek wydaje się nam być niezwykły. A jednak.


O Kruszynianach, położonych zaledwie o 4 km od granicy z Białorusią, słyszeliśmy już w ubiegłym roku. Zabrakło nam jednak czasu, by zajrzeć i tam. Podczas tegorocznej podróży odwiedzenie wsi zdecydowanie znajduje się wśród naszych priorytetów. Tak jak wcześniej w miarę podróży obserwowaliśmy zmieniający się krajobraz oraz architekturę, tak tym razem mijane po drodze miejscowości zupełnie nie zapowiadają tego, co zastajemy w Kruszynianach: znajdujemy tam najstarszy w Polsce meczet oraz muzułmański cmentarz, na którym wciąż chowani są wierni. We wsi znajduje się również Jurta Tatarska, serwująca typowo tatarską kuchnię. W Kruszynianach wciąż żyją potomkowie tatarów, kultywujący dawne obyczaje i tradycje. Nie są wyalienowaną społecznością, wręcz przeciwnie – w pełni zintegrowani z lokalną ludnością.


Podlasie to jedno z niewielu takich miejsc w Polsce, gdzie przenikają się języki, obyczaje, wyznania i kultury, gdzie zacierają się granice. Wyznawcy różnych religii od stuleci żyją w swoim sąsiedztwie w przyjaźni. Cerkwie stoją obok kościołów, szkoły, urzędy, nierzadko i zakłady pracy zamykane są na czas trwania i świąt katolickich, i tych prawosławnych. Księża zapraszani są do wspólnego świętowania do cerkwi, duchowni prawosławni uczestniczą w uroczystościach katolickich. Kuchnia żydowska gdzieniegdzie stała się regionalną, przyjęły się niektóre tradycje tatarskie. Nikt nie patrzy na sąsiada krzywo tylko dlatego, że inaczej nazywa swojego boga. Zdaje się, że tutaj nikomu to nawet nie przychodzi do głowy… Zapytany o konflikty na tle narodowościowym pan Włodzimierz Muśko, przewodnik po skansenie Sioło Budy, nauczyciel historii i rdzenny mieszkaniec Podlasia, bez zastanowienia odpowiada, że odkąd sięga pamięcią, nigdy o takowych nie słyszał. Nie brak natomiast mieszanych małżeństw, sąsiedzkiej pomocy, wspólnego świętowania i wzajemnego wsparcia. Żadna z tych grup nie przypisuje sobie prawa wyłączności do tej ziemi. Żadna z nich nie czuje się tą jedyną i słuszną. Nikt nie myśli tu w kategoriach „my” i „oni”. Sąsiedzi. Krewni. Ludzie. Tak na siebie patrzą. Wszyscy z jednakową serdecznością, prostotą i otwartością.  Skoro to takie proste – dlaczego po taką otwartość musiałam jechać aż na Podlasie? Dlaczego tak bardzo nam jej brakuje?

Podlasie pod wieloma względami wydaje się być daleko w tyle za Zachodem, a jednak w tej kwestii bije na głowę wiele państw Unii Europejskiej. W tym wypadku trudno byłoby posłużyć się słowem „tolerancja” – zakłada ona akceptację inności, ja natomiast odniosłam wrażenie, że tutaj inności w tym właśnie sensie nikt nie dostrzega.

 

6 thoughts on “Na pograniczu kultur”

  1. Bardzo mądrze napisane o tolerancji. Rzeczywiście dzisiaj jest to tak jakby się zgodzić na wbitą w rękę drzazgą, bo w sumie to nie przeszkadza, ale do końca komfortowo nie jest. Na Podlasiu nie ma tolerancji – jest różnorodność, którą wszyscy akceptują bez żadnego „ale”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *