Na wyciągnięcie ręki

Udostępnij
Znalazłam je podczas śniadania. Bułka trochę za sucha, dżem trochę za słodki, herbata już trochę za zimna, a jednak je znalazłam! Było ciepłe, rozczulające, odrobinę puchate i wilgotne. Bardzo głośne i szczere. Uśmiechnięte od ucha do ucha.

Znalazłam je na przedpołudniowym spacerze po starówce, pomiędzy kapiącymi na spodnie lodami naturalnymi a pogonią za odrobiną cienia. Zabawne. Pojawiło się dość niespodziewanie, razem z wybuchem gromkiego śmiechu, ale wcale nie zniknęło po chwili. Zostało na dłużej, chwyciło za rękę i podniosło na duchu.

Znalazłam je po południu. Pojawiło się w najzwyczajniejszym na świecie, choć wyjątkowo pięknie ukwieconym i soczyście zielonym parku. Cały czas było obok, otulając ciepłem i miłością. To delikatnie mierzwiło włosy, to napełniało płuca latem i wilgocią, unoszącą się wokół po ciepłym, rzęsistym deszczu. Towarzyszyło mi przy jedzeniu dziwacznego panini z przepysznym serem i tragicznie małą ilością farszu. A później, jak gdyby nigdy nic, radośnie zawirowało między drzewami i wzbijanymi przez siebie tumanami kurzu z parkowych alejek, do których nie dotarły deszczowe krople, najwyraźniej w całości zatrzymujące się na rozłożystych dębach.

Było ze mną również pod wieczór, kiedy z sentymentem wgapiałam się w przedwojenne kamienice Śródmieścia. Rozlało się wielkim ciepłem, kiedy stanęłam przed tą uwielbianą przeze mnie za drewniane schody ze smoczą poręczą, wysokie sufity i zapach staroci. I za skrzypienie drzwi, ciężko zamykających się za każdym wchodzącym. Chwyciło mnie za rękę i westchnęło do ucha. Tak, to już tyle lat!

Wieczorem niespodziewanie wskoczyło na delikatnie kołyszący się na wietrze hamak. Poturbowało mi przy tym brzuch i trochę zdezorientowane, za to bardzo z siebie zadowolone, wylądowało blisko mojej twarzy. Głośne, radosne, miękko-szorstkie, pachnące wiatrem i słońcem.

Znalazłam je między carbonarą zatopioną w zdecydowanie za dużej ilości sosu a lampka białego wina. I w pobliżu fontanny. I pod blokiem. I na kanapie w salonie. W kuchni i sypialni też je znalazłam. Na balkonie i w łazience też było.

Czasami pojawia się znienacka i na krótko. Zdarza się jednak, że zostaje ze mną na długie godziny. Bywa ciepłe i miękkie, puszyste i wilgotne, choć potrafi też być chłodne i twarde, niedostępne.

Jest w kawie, posypanej kakao, w bieganiu po kałużach, w psie, radośnie merdającym ogonem na powitanie po całym dniu rozłąki, w kocich pobudkach, w letnim wietrze, palącym słońcu, długich spacerach, wylegiwaniu się na hamaku, wyjściach do kina, tańcu do ulubionej muzyki… W czytaniu książek, jeździe na rowerze, wspinaniu się po górach, cieście z malinami i zbieraniu grzybów. W ciszy i chaosie, w za dnia i w nocy, w samotności i grupie przyjaciół. W jego oczach, moim uśmiechu, naszych sercach.

Szczęście cały czas jest obok. Na wyciągnięcie ręki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *