O niej

Udostępnij

Boi się. Czasami całymi godzinami. Strach trzyma ją w szachu, nie pozwala odetchnąć choćby na kilka minut. Miewa wrażenie, że traci zmysły, że nie kontroluje własnych myśli i stanów. Ogarnia ją panika i przerażenie. Chce się wtedy rozpaść na milion kawałków i przestać być. Byle tylko się nie bać.

Czasami jest łatwiej. Wtedy, kiedy boi się tylko przez kilka minut, znienacka, znikąd, powiedziałbyś. Fala dopada ją nagle, ogarnia, paraliżuje, ściska za gardło, zamraża. Po zaczerpnięciu głębszego oddechu strach odpuszcza, powoli uwalnia dłonie, głowę, na końcu serce.

Martwi się. Ostatnio w zamartwianiu się ma czarny pas. Walczy z tym, jak tylko się da, ale, tak czy owak, często jest to silniejsze od niej, więc przegrywa tę nierówną walkę z własnymi myślami. Wie, że na pewne wydarzenia nie ma i nigdy nie będzie miała wpływu, a jednak nie potrafi sobie odpuścić. I choćby głowa stanęła na rzęsach, serce i tak wie swoje.

Nie chce się jej. Coraz bardziej i częściej. Na początku nie chciało się jej rzadko, ot tak, zwyczajnie, przeciętnie, co kilka dni. To mogło zaczekać, tamto się nie spieszyło, coś nagle przestało jej przeszkadzać, choć do tej pory tego nienawidziła. Stopniowo zaczęło się jej nie chcieć coraz częściej, więc, zaskoczona takim stanem rzeczy, starała się zmuszać do chcenia, do działania. Wszystko na marne. Teraz stoi obok i z pustką w środku obserwuje skutki swojego niechcenia. Jest biernym obserwatorem, przygląda się sobie, ale mimo wszystko nie potrafi inaczej. Chciałaby ruszyć ręką, ale brakuje impulsu. Rusza tylko w myślach.

Zamyka się. Nie tylko w sobie, ale i w domu. Na początku potrzebowała pretekstu, teraz już o to nie dba. Nie bywa, nie rozmawia, nie poznaje. Jest, o zgrozo, sama ze sobą. Czasami uchyla skorupę i wpuszcza trochę światła – wtedy faktycznie wstępuje w nią nadzieja. Może jeszcze nie jest za późno?

Kiedy nikt nie widzi, płacze. Łzy same spływają jej po policzkach, pozostawiając słone, mokre ślady. Najczęściej to taki bezgłośny płacz, niezauważalny, wyraz smutku i bezsilności. Szloch też się jej zdarza, najczęściej pod prysznicem. Bywa, że ją to oczyszcza, zdejmuje z ramion wszystkie troski, gorąca woda spłukuje strach. Co prawda ulga nie trwa długo, ale zawsze to coś.

Jest jej smutno. Tak dogłębnie i samotnie. Kiedyś lubiła być smutna, lubiła być nawet przez chwilę nieszczęśliwa z powodu miłości. Nie tak tragicznie i na całe życie, ale na kilka godzin. Tak romantycznie nieszczęśliwa. Lubiła smutek odnajdywany w muzyce, lirycznie melancholijny, deszczowy i odrobinę przygnębiający. Odpoczywała w takim smutku. Dawał jej chwilę refleksji, chwile dla siebie na pogodzenie się ze swoimi małymi smutkami, a później optymistyczny powrót do rzeczywistości. Teraz to nie ten sam smutek, co dawniej. Ten obecny wprawia ją w bezsilność. Kapie łzami na koszule, zabiera radość na dłużej, pozostawia bezbronną.

Boi się. Wystarcza jej jeszcze dawnej siebie na spostrzeżenia i realną ocenę sytuacji. Tak nie powinno się z nią dziać. A jednak jest bezsilna. Czeka.

Znasz ją? Oczywiście, że tak, choć pewnie nie jesteś tego świadomy. Nic dziwnego. Na co dzień, dla innych, jest pewna siebie, przebojowa, a nawet uśmiechnięta. Silna, powiedziałbyś. Zaradna i niezależna. Świetnie radzi sobie z obowiązkami, nie skarży się i nie narzeka. Czasami zaoferuje pomoc, coś podpowie, podtrzyma Cię na duchu. I właśnie dlatego jej nie zauważasz. Nie zauważasz jej smutku. Mijasz obojętnie lub z sympatią, a czasami nawet z zazdrością lub podziwem. Zdarza Ci się ją oceniać, ale nigdy nie zastanawiasz się na tym, co kryje ta skorupa. A ona boi się coraz bardziej.

Może to Twoja sąsiadka, którą widujesz walczącą z wielkimi torbami zakupów? Może koleżanka z pracy, którą, zdawało Ci się, znasz na wylot? Może Twoja siostra? Mama…? A może to Ty…?

 

12 thoughts on “O niej”

  1. Patrzę za okno i myślę, że wiele nie trzeba, by wpaść podobne klimaty. Niestety w takich sytuacjach często duża cześc winy leży po stronie najbliższych. Dokładają swoją cegiełkę lub udają, że niczego nie widzą.

  2. Czasami niektórzy stwarzają tak wielką ścianę, tak wielki mur, że nie idzie dojrzeć 😉 Mnie też się zdarza. Czasami nie jest ok, ale o tym nie mówię. Zwierzę się najbliższej osobie.

  3. Wiem, że najmniej ciekawym komentarzem pod tekstem są słowa „ mam to lub tak samo”. Ale w moim przypadku jest dokładnie lub prawie dokładnie tak samo jak to opisałaś (prawie, bo nikt nie jest taki sam). Moje życie to ciągły strach, to wieczne i powtarzające się „nic mi się nie chce” całkowicie przecież bez powodu, wieczny smutek, pesymistyczne myśli. I choć daleki jestem od tego żebym poczuł się lepiej tylko, dlatego, że ktoś ma podobnie jak ja, to jednak jest ciut lepiej, jeśli się wie, że nie jest się jedynym.

    1. Nigdy nie patrzę na komentarze przez pryzmat tego, czy są „ciekawe”. Każdy jeden jest dla mnie bardzo ważny, tym bardziej pod tekstem na tak trudny temat. Cieszę się na Twoje ciut lepiej! I trzymam kciuki, aby tego „lepiej” pojawiało się u Ciebie coraz więcej…

  4. Często ludzie zamykają się w sobie ze swoimi problemami, tłumią emocje i nie umieją sobie z nimi poradzić… Nie mają odwagi prosić o pomoc…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *