Poczekalnia

Udostępnij

Na nic zdały się litry wody z miodem, cytryną i imbirem, od czasu do czasu urozmaicane plastrem pomarańczy. Na nic ciepłe skarpety, ledwie mieszczące się w butach. Na nic butelki cierpkiego soku żurawinowego, zabawnie wykręcającego twarz przy każdym łyku. Dopadło i mnie. W ruch poszły krople, strepsilsy i ibupromy. Po trzech dniach nierównej walki i kolejnej nieprzespanej nocy postanawiam złożyć dotychczasową broń, by wytoczyć cięższe działa. Niestety mój lekarz dostępny dopiero we wtorek, więc w sobotę z samego rana pakuję manatki i jadę do przychodni pełniącej dyżur. Przyszło i mnie odczuć na własnej skórze skutki reformy służby zdrowia.

Wstrzelam się w niezły moment, zajmując komfortową, piątą lokatę w kolejce do gabinetu 202. Przede mną dwóch starszych panów z gruźliczym kaszlem, jedna blada pani i młoda kobieta w zaawansowanej ciąży. W ciągu kilku minut  kolejka wydłuża się o kolejne 20 osób.

Mijają kwadranse, a kolejka rośnie, zamiast się topić. Grono oczekujących zasilają kolejne osobistości, głośno zaznaczające swoją obecność.

Jest starszy jegomość z wąsem, który rozpływa się w grubym golfie, założonym pod jeszcze grubszy sweter, schowany z kolei pod zimową kurtką. Z jego płuc regularnie wydobywa się przeraźliwy kaszel, przeplatany z charkaniem i podciąganiem nosem. Jegomość staje w przedsionku, wybiera numer, ostentacyjnie włącza tryb głośnomówiący i rozpoczyna monolog, skierowany do bliżej nieokreślonego osobnika, cierpliwie przytakującego po drugiej stronie telefonu.

Oho, myślę sobie, czyli robi się wesoło. W kolejce dają się słyszeć kolejne pomruki niezadowolenia, nikt jednak nie zwraca uwagi jegomościowi.

Pojawia się też starsza pani, z fioletowym moherem w kształcie nocnika na głowie. Zdobywa swoje miejsce w ogonku, po czym oznajmia, że ona jeszcze na chwilę wychodzi pozałatwiać kilka spraw, zrobić zakupy, bo przecież sklepy jej zamkną, a później nie dostanie już bułek. Na to pielęgniarka stanowczym tonem każe jej się zdecydować – albo czeka, jak inni, albo rezygnuje. Ona oczywiście, jak twierdzi, zostaje, po czym wykorzystuje chwilę nieuwagi pielęgniarki i wymyka się z przychodni.

W drzwiach mija się z barczystym mężczyzną, nonszalancko poruszającym się w rozpiętej białej kurtce z futerkiem, pod którą chowa się biały sweter. Na nadgarstku błyszczy złoty zegarek z ogromną tarczą, eksponowany energiczną gestykulacją. Maczo opowiada, jak to za granicą, gdzie pracuje, wszyscy zdrowi, a tu przyjechał na kilka dni i, masz ci los!, od razu chory. Ochoczo zagaduje współtowarzyszy niedoli, snując prywatne opowieści, wzmocnione niewybrednymi żartami.

Kobieta w ciąży znacząco wzdycha co kilka minut, to wiercąc się na plastikowym krzesełku, to wstając na kilka sekund, by nerwowo przemierzyć 2 metry korytarza. Dziwi mnie, że skoro tak kiepsko się czuje, nie skorzysta z przysługującego jej prawa wejścia do gabinetu poza kolejką.

Po chwili w przychodni pojawia się  facet z uwieszoną na ramieniu żoną, skręcającą się z bólu. Tu z kolei jestem zaskoczona, że od razu nie pojechali na SOR. Pielęgniarka współczująco patrzy na parę i informuje, że na pewno skończy się badaniami w szpitalu, tymczasem mają wejść poza kolejnością.

No i się zaczęło! Kulturalny mąż, zwijającej się z bólu, kontra wkurzona, chamska ciężarna. On tłumaczy, że żona fatalnie się czuje, ona, że zaraz urodzi. Nie szczędzi nam wzmianki o rozwolnieniu. Zapytana przez pielęgniarkę, dlaczego nie skorzystała z przysługującego jej prawa i nie weszła do lekarza wcześniej, wykrzywia tylko usta w grymasie niezadowolenia i milknie.

Pani doktor przyjmuje ciężarną i zwijającą się z bólu, po czym ogłasza przerwę śniadaniową. W poczekalni podnosi się wrzawa. Cóż, jednak trzeba być zdrowym, by mieć siłę chorować i przetrwać!

 

5 thoughts on “Poczekalnia”

  1. A idź Ty! Ja nie zapomnę jak kiedyś poszłam z Olim do lekarza, a lekarka przed nami miała wizytę wymiotującej dziewczynki z mamą. W pewnym momencie wyprosiła dziewczynkę z gabinetu żeby porozmawiać z mamą i powiedziała jej przy nas żeby się teraz pobawiła z chłopczykiem (moim synem)! Wkurzyłam się niesamowicie bo my akurat wtedy przyszliśmy z zupełnie inną dolegliwością!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *