Podróż pełna doznań…

Udostępnij

Doznałem ciszy powiedział mój mąż, zapytany o nasze wrażenia z podróży po Podlasiu.

To stwierdzenie zapadło mi głęboko w pamięci jako najlepsza recenzja naszej podróży. Podróży, która pełna była właśnie DOZNAŃ.

Tykocin
Tykocin

Tykocin. Przepiękne, ciepłe, wrześniowe popołudnie. Nad głowami bezchmurne niebo, w nozdrzach słodki zapach traw i ziół okolicznych łąk, w sercu radość i szczęście, a dookoła błoga cisza. Siedzimy w centrum miasteczka na ławce pod kościołem.  Jesteśmy zdumieni. Dwa razy sprawdzamy w przewodniku, czy Tykocin faktycznie posiada prawa miejskie.  Dlaczego? Prawie wszystkie budynki to małe chatki z drewnianymi okiennicami. Sklepy otwarte do  14:30, w centrum, w gospodarstwach położonych nad rzeką, rozciągają się łąki, na których pasą się krowy. Ruch samochodowy jest niewielki. Ulice wyłożone brukiem, większość zabudowań wygląda jak w czasach, kiedy zostały postawione. Przecieramy z niedowierzania oczy i wsłuchujemy się w błogą ciszę. Nie możemy pozbyć się wrażenia, że czas naprawdę się tu zatrzymał, a życie toczy się zupełnie innym rytmem. Rytmem, dyktowanym przez naturę i pory roku.

Milczymy ze sobą, delektując się każdym wrześniowym promieniem słońca i każdą minutą spędzaną w tym magicznym miejscu. Zatapiamy się każde w swoich myślach  i właśnie wtedy jesteśmy świadkami niezwykłego obrazka.

Naszą uwagę przyciąga stukot końskich kopyt. Z bocznej uliczki, biegnącej wzdłuż kościoła, wyjeżdża chłop , wiozący siano na starym, drewnianym wozie. Zaskoczeni zastygamy, bo przecież to centrum miasta i główna ulica. Wóz trzeszczy  niemiłosiernie, jakby miał się zaraz rozsypać. Woźnica niespiesznie rozgląda się wokół siebie, a potem mijając kościół zdejmuje z głowy wyświechtaną czapkę i delikatnie chyli czoło przed krzyżem, po czym równie powoli zakłada czapkę i znika nam z oczu. Siedzę w osłupieniu i czuję się prawdziwie poruszona tym, co przed chwilą zobaczyłam. Nie dlatego, że jestem szczególnie wierząca. W tym drobnym geście było tyle szacunku i pokory, tyle wiary i ciepła, że wywołał u mnie niemal wzruszenie.

Właśnie tę scenę mam przed oczami, rozmyślając  o naszej podróży. O podróży do świata innych wartości. Brak w nim przepychu, willi na przedmieściach i luksusowych mercedesów. Nie widać ludzi przyklejonych do telefonów komórkowych. W zasadzie nie wiadomo, w jakim stopniu takie cuda techniki zadomowiły się w tym regionie. Nie ma pośpiechu, gonitwy za sukcesem i pieniądzem. Przez chwilę aż mi głupio, kiedy uświadamiam sobie, że większość rzeczy, którymi się na co dzień otaczam w ogóle nie jest potrzebna do życia. Jest mi jeszcze smutniej, kiedy myślę o sprawach, wydających się nam tak ważnych i niezbędnych w miejskiej dżungli. Okropnie zawstydzam się patrząc na tych prostych, skromnych ludzi, którzy wszystkich napotkanych a to zagadną, a to obdarzą uśmiechem, a to zaproponują pomoc. Zdecydowanie materialnie posiadają mniej, ale nie zapomnieli o wartościach w swoim życiu. Doświadczamy tu niespotykanych w naszym miejskim, nowoczesnym życiu gestów – ciepła, dobroci, otwartości, niesamowitej uczynności, religijności, szacunku, wrażliwości na drugiego człowieka…

Siedzimy wciąż na tej samej ławce, wciąż w milczeniu. Wyłączamy komórki. Otwieramy oczy i uszy, by choć na kilka dni poczuć i prawdziwie pobyć w tym cudownym, zapomnianym przez świat miejscu. Otwieramy się na prawdziwe życie. Otwieramy się na doznania.

 

2 thoughts on “Podróż pełna doznań…”

  1. Aż się wzruszyłam. Moje tereny. O ile Białegostoku nie lubię i mówię to otwarcie (za jego małomiasteczkowe cechy i brak tolerancji), to już okolice są piękne. Moi rodzice kilka lat temu kupili dom w zabitej dechami wsi – Ostrów Północny , czyli w drugą stronę niż do Tykocina. A Tykocin faktycznie uroczym miasteczkiem jest, tak dawno nie byłam. Zatęskniłam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *