Przetrwać

Przypomnisz mi, jaki mamy dzień tygodnia? Poniedziałek czy środę? A może piątek?

Sama już nie wiem. Wszystko się zlewa, przelewa i rozmywa jak kałuża po wiosennym deszczu.

Poniedziałek różnił się od wtorku tym, że po pracy podjęłam nierówną walkę z uparcie powracającym kurzem i wszędobylskimi psio-kocimi kłakami.

W środę zaczęłam oglądać nowy serial i doczytałam poprzednią książkę, kolejną w tym miesiącu. A może tygodniu…?

W czwartek przesadzałam kwiatki. A w piątek… Hm… Czy wydarzyło się coś szczególnego? A tak! Kurier przytaszczył ziemię dla nowych roślin.

Za to potem nastąpił tak upragniony i inny od pozostałych dni weekend! Yyyy… No tak, zapomniałam. W ten akurat na ekranie laptopa zamiast pracy pojawiły się wykłady na studiach.


Od roku home office, połączony z akrobatyką – przy stole w kuchni, na fotelu w salonie, na kanapie i podłodze, na łóżku w sypialni, przy biurku w pokoju, na balkonie. Na siedząco, na leżąco lub stojąco, w zwisie, siadzie i wygięciu.

Mieszkam w dżungli. Każdego dnia staram się nie potknąć o liany kabli, podstępnie wijących się pod stopami, znikających na chwilę pod kanapą czy za rogiem, by znienacka pojawić się w najmniej oczekiwanym miejscu. A kiedy już cało docieram do celu, staję przez kolejnym wyzwaniem – dopada mnie żarłoczny i uzależniony od laptopa kot, którego parcie na szkło ujawnia się niemal codziennie podczas moich spotkań w sieci.

Jestem odkrywcą i badaczem. Regularnie wpadam na trop nowego zajęcia, które przez jakiś okres skutecznie wypełnia mój grafik, przeplatając godziny rozpięte pomiędzy laptopem a snem. Na skutek tego niesamowitego zjawiska posiadam dźwięcznie brzmiące ukulele, zestaw pięknych farb akrylowych oraz stertę płócien z własnymi maziajami, niezliczone ilości książek, ekspansywnie zajmujących kolejne powierzchnie płaskie, a także kilkanaście nowych roślin, galerię plakatów na ścianie, sportowe hula-hop, magnetyczną mapę Polski oraz truskawkę i poziomkę na balkonie. Kot i pies wciąż te same, wyraźnie zadowolone z towarzystwa.

Przywykłam do grzywki sięgającej niemal czubka nosa, barwnego odrostu, bladych paznokci lub w porywach z odpryskami lakieru, który nie lubi się ze sprzątaniem częstszym niż sprzed.

Żyję online. Online pracuję i studiuję, spotykam się ludźmi, ćwiczę i robię zakupy. Oglądam i doświadczam też głównie online. W końcu XXI wiek.

Czasami myślę sobie, że jeszcze chwila i na zewnątrz bez maseczki będę się czuła jak bez ręki, zupełnie, jakby towarzyszyła mi od zawsze.

About the author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *