Radości

Udostępnij

Cieszę się. Jak dziecko, spontanicznie i niemal głupio. Co więcej – przepełnia mnie duma i satysfakcja. Mówią, że do kwiatów trzeba mieć rękę, bo inaczej nici z nawet najbardziej starannych zabiegów… Pierwsze cztery dosyć szybko skończyły swój żywot, smutno gubiąc kwiaty, żółknąc na liściach, gnijąc w doniczkach. Są jednak tacy, którzy przy powtarzających się okazjach uparcie obdarowują mnie kolejnymi storczykami. Prawdopodobnie jest to wynik kiepskiej pamięci, chociaż zdecydowanie wolę myśleć, że oni wciąż we mnie wierzą, w moje zdolności ogrodnicze. Uparłam się więc, chuchałam, dmuchałam, sprawdzałam wilgotność, nawoziłam… i tadam! Dwa z trzech właśnie ponownie kwitną. Ilekroć na nie spojrzę, uśmiecham się szeroko. Małe szczęścia.

Przyjemnie mi. Kot przyszedł na kolana, wtulił futro, błogo mruczy z zadowolenia. Rzadko spotykają mnie takie czułości w ciągu dnia, cieszę się więc podwójnie. Futro przewrotnie zagląda mi w oczy, łaskawie pozwala pogilać się po puchatym brzuszku, mruży zielone oczy i odpływa. To prawdziwe szczęście mieć takie Futro, codziennie okazujące dziką radość na powroty do domu, bezinteresownie przylepne i kojąco mruczące.

Ugotował pyszny obiad. Smakowicie aromatyczny, wciągający do ostatniego kęsa. Jak cudownie jest raz na jakiś nie musieć stać przy garach, nie siekać, smażyć, doprawiać, a potem zmywać. Niby takie nic, a jednak tak wiele. Pachnie i smakuje miłością.

Na skrzynkę wpadł przyjemny mail. Od osoby, z którą maili wymieniłam już setki, czasami rutynowych i automatycznych, odpowiadając na kolejne służbowe wiadomości. A jednak tym razem bardzo szeroko się uśmiecham czytając kilka zwykłych, ale miłych słów, sympatyczne co słychać i doceniające dziękuję. To takie proste, a tak bardzo potrafi poprawić humor nawet najgorszego ze złych dni.

Lufa dziś nie szczeka na spacerze. Spięta, gotowa na jej wybuch, nerwowo pokonuję najpierw klatkę schodową, a potem chodniki pod blokiem. Czekam i czekam na eksplozję szczekania, a tu cisza, spokój, przyjaźnie merdający ogon i kochające, czekoladowe oczy. Ma dziś dla mnie sporo litości, czyniąc poranek przyjemniejszym i łatwiejszym startem w dzień.

Wyszło słońce. Po wielu dniach szarugi i męczącej mżawki zamiast sinego nieba za oknem nieskończony błękit, jaśniejący pierwszymi promieniami zimowego słonka. Lekko mi, radośnie, optymistycznie. Drogę do pracy pokonuję z uśmiechem na twarzy.

Kolejny raz mi się upiekło. A właściwie upiekły, one, babeczki. Korzennie aromatyczne, słodko czekoladowe. A więc coś jednak mi się dziś udało!

Przemarzłam na kość. Biegnę do ciepła, bo chłód wciąż zdradziecko wlewa mi się za kołnierz. W domu czeka kubek gorącej herbaty, ciepły koc i okład z kota. Jak dobrze mieć do kogo, do czego wracać!

To takie małe, zwyczajne i często niezauważane elementy codzienności… Elementy, które tę naszą, czasami wydawałoby się, szarą, smutną codzienność mogą uczynić piękną i szczęśliwą. Trzeba tylko chcieć je zauważyć i odrobinę wyolbrzymić, skupić się na nich, przekuć w dobrą stronę dnia. Kolekcjonować i pielęgnować. Doceniać. Nie ma takiego dnia, w którym nie przydarzyłoby się nam absolutnie nic przyjemnego.

16 thoughts on “Radości”

  1. Teraz pomyśl, że pracujesz w korporacji. Trwa codzienny wyścig szczurów. Wszyscy mają przyklejone do twarzy filmowe uśmiechy, Twój naturalny i spontaniczny optymizm bardzo pasuje do tego towarzystwa.

  2. Tak. Nasączajmy dzień świadomością przyjemnych zdarzeń. Małych i większych. Każda z tych chwil układa nam nastroj. Pytanie jak i na co patrzymy. A taka czuła kumulacja jak w Twoim tekście rozczula i zaraża uśmiechem 🙂

  3. Bardzo optymistycznie nastawia taki wpis. Już się uśmiecham czytając. Ja miałam zwyczaj wieczorem dziękować Bogu za każde 3 fajne rzeczy, które mi się w ciągu dnia przytrafiły. Muszę do tego wrócić. Bardzo łatwo takie drobne szczęścia przegapić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *