Rowerem do żony, czyli opowieść o kombinowaniu.

Udostępnij

Znacie klimat rodzinnych spotkań, na które zjeżdżają się ciotki i wujki, siostrzeńcy, kuzyni i siódme wody po kisielu? Chodzi mi dokładnie o ten moment, kiedy ktoś zaczyna snuć jedną z rodzinnych historii, a pozostali kolejno dorzucają parę groszy do opowieści. Wszyscy siedzą zasłuchani i z ogromną przyjemnością uczestniczą w tym rytuale, mimo że opowiadanie słyszeli już dziesiątki razy i są w stanie przewidzieć, co za chwilę powie ciotka Frania…

Opowiem Wam jedną z takich historii, słodko-gorzką, która z jednej strony chwyta za serce, z drugiej bawi do łez. Historię o miłości i… kombinowaniu 🙂

Poznali się krótko po wojnie. Miała wtedy 16 lat, On 18. Od zawsze marzyła, by zostać nauczycielką. W tajemnicy przed rodzicami dostała się nawet do gimnazjum, ale powojenna rzeczywistość zmusiła ją do zakończenia nauki i porzucenia planów. On pracować zaczął już w wieku 12 lat – za bochenek chleba tygodniowo pomagał dwóm samotnym kobietom w prowadzeniu gospodarstwa. Nie traktowały go dobrze, więc szybko od nich uciekł. Po wojnie niemiecki majątek ziemski wraz z pałacem w jego rodzinnej wsi przekształcone zostały w PGR*, dając tym samym pracę mieszkańcom okolicznych miejscowości, w tym ich dwójce. Tak się właśnie poznali. Ona przyjeżdżała do pracy sezonowo, na sianokosy i żniwa, On pracował tam na stałe.

Po trzech latach znajomości wzięli ślub… i tak naprawdę nic nie zmieniło się w ich życiu. Spotykali się w pracy, ale mieszkali każde w swojej wsi, oddalonych od siebie o 20km. Czasy były trudne i biedne, zdecydowanie nie stwarzały warunków do romantycznych miłości… ale za to dawały ogromne możliwości w wykazaniu się kreatywnością…

Jakoś się trzeba było spotykać, więc uparcie szukał sposobu, by móc ją jak najczęściej odwiedzać, nie tracąc przy tym kilku godzin na pieszą wyprawę. Okazało się, że Jego przyjaciel, Jastrząb (z nazwiska Jastrzębski), regularnie wyprawiał się do tej samej miejscowości do swojej lubej. Spotkali się więc, zrobili burzę mózgów, jakbyśmy to teraz pięknie nazwali, i wpadli na, genialny jak na tamte czasy, pomysł, by kupić na spółkę… rower. Nie planowali jednak używać go na zmianę, a równocześnie!

Nie było to jednak tak proste, jak się im to początkowo wydawało…

Rower nie miał bagażnika, więc jeden z nich siadał tradycyjnie na siodełku, a drugi na ramie i tak, zmieniając się co kilka kilometrów, wspólnymi siłami pokonywali trasę. Ich system, choć doskonale się sprawdzał, szybko wpędził ich w tarapaty – za którymś razem milicjant wlepił im pokaźny mandat za nieprzepisową jazdę.

Cóż było robić? Znowu zaczęli kombinować. Nie mogli sobie pozwolić na kolejny mandat, ale też nie po to kupowali rower, żeby teraz leżał w szopie. Wpadli więc na nowatorski pomysł, który tym razem okazał się być sukcesem.

Wspólnie rozpoczynali trasę – On szedł, a Jastrząb wsiadał na rower, przejeżdżał określoną odległość, zeskakiwał z siodełka, rower zostawiał przy drodze w krzakach, a dalej ruszał pieszo. Po jakimś czasie On znajdował rower, przejeżdżał kolejne kilometry, podczas gdy Jastrząb maszerował. Tak wymieniali się przez całą drogę, sprawiedliwie korzystając z roweru. Ot, dokąd zaprowadził ich upór i… miłość 🙂

Jego kreatywność dawniej była naturalną metodą radzenia sobie z trudnymi sytuacjami i motorem do rozwiązywania problemów… Natomiast po latach historia podróżowania jednym rowerem przez dwóch dorosłych facetów stała się rodzinną anegdotą, wywołującą mnóstwo śmiechu.

Taki właśnie był Herbert,  mój dziadek. 🙂 Przeżyli z babcią ponad 50 lat razem, doczekali się czterech córek i gromadki wnucząt. Kto wie – może gdyby wtedy nie był taki uparty, ich małżeństwo nie przetrwałoby próby?

Czy teraz ludzi stać na takie poświęcenie? Inaczej – czy CHCE SIĘ im szukać rozwiązań, pokombinować, czy może wybierają łatwiejszą drogę, poddając się i wymieniając miłości życia na kolejne?

 

*Państwowe Gospodarstwo Rolne

 

 

4 thoughts on “Rowerem do żony, czyli opowieść o kombinowaniu.”

  1. Myślę, że niejedna rodzina mogłaby pochwalić się podobną historią.Fajnie jest przypomnieć je sobie i zdać sobie sprawę z tego, że ci seniorzy też kiedyś byli młodzi, zdrowi i zabawni…☺

  2. Rozesmialam się i to bardzo😄! Fajny i dobry był człowiek z naszego dziadka… DZIADEK …BABCIA na pewno nie nudziła się z nim, cokolwiek to oznacza.Wiesz, to naprawdę było duże poświęcenie. I jakie romamtyczne! ☺

    1. Oj, na pewno się nie nudziła! 🙂 Dzisiaj wszystko podane na tacy, nie trzeba tak kombinować… Wsiadasz w auto i jedziesz, a wtedy?
      A pamiętasz, jak opowiadali, że na spotkania z babcią przeciskał się przez okienko w komórce, w której zamykała go siostra przeciwna ich małżeństwu? Całe szczęście, że był taki szczupły! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *