„Sarajewo. Rany są nadal zbyt głębokie”, H. Ghesquière

Udostępnij

Tyle się dzieje na świecie, a my tak mało o tym wiemy. Z jednej strony, zamykamy się w szczelnych bańkach, pozwalających nam egocentrycznie skupić się tylko na sobie i własnych problemach, z drugiej zaś – wygodniej jest nie wiedzieć, nie widzieć i nie słyszeć. To prawda, że czasami na kilka minut zwrócimy oczy w stronę ludzkich dramatów, pożyjemy wielkimi katastrofami, klęskami i cudzymi tragediami. Skomentujemy nawet, że to straszne, przerażające i jak tak można, ale po chwili stracimy zainteresowanie nawet największą zbrodnią i ze spokojem wrócimy od naszego komfortowego życia.

Nawet wojna, jeśli nie dotyka nas bezpośrednio, szybko odchodzi w zapomnienie. Świat nie raz odwracał oczy od najgorszych zbrodni, postanawiał nie mieszać się w cudze sprawy. Najważniejsi tego świata decydują o naszych losach bez zająknięcia. Tu przymkną oko, tam nie zareagują – w imię większej sprawy, oczywiście. Na górze eleganccy panowanie w garniturach podpisują papierki i zawierają układy, a gdzieś tam, na dole, giną niewinni ludzie, ofiary systemów i polityki.

Zaczytuję się ostatnio w literaturze reportażowej, głównie podróżniczej, a Sarajewo przypadkowo zaplątało się na półce gdzieś pomiędzy Hebanem Kapuścińskiego a kolorowymi albumami. Zupełnie, jakby na mnie czekało. Momentalnie przykuło moją uwagę, bezlitośnie prowokując do refleksji. Co właściwie wiem, na temat bałkańskich konfliktów minionego stulecia?

Wstyd się przyznać, że tak niewiele. A teraz, po przeczytaniu Sarajewa, jest mi jeszcze bardziej wstyd.

Hervé Ghesquière to francuski dziennikarz, korespondent wojenny, który dla swojego kraju relacjonował wiele konfliktów, w tym wydarzenia z ogarniętej wojną Jugosławii. Po dwudziestu latach postanawia wrócić – sprawdzić, czy wojenne rany się zagoiły. Przemierza zwaśnione, bałkańskie kraje w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące go pytania. Spotyka dawnych znajomych i zupełnie obcych sobie ludzi. Rozmawia z Serbami, Boszniakami i Chorwatami. Zagląda do kościołów, cerkwi, meczetów, ale i urzędów oraz szkół. Z dociekliwością zadaje niewygodne pytania, bystrym okiem obserwuje wzajemnie relacje mieszkańców odwiedzanych przez niego miast i wsi.

Niestety zastana przez niego rzeczywistość zasmuca. Ludzie żyją w nienawiści, wciąż zniewoleni radykalnym nacjonalizmem. Bałkany to beczka prochu, gdzie sąsiad sąsiadowi wilkiem, gotów w każdej chwili ponownie chwycić za broń. Ludzie żyją tu nie z sobą, a obok siebie. Rany z przeszłości wciąż są zbyt świeże, by wybaczyć – zapomnieć okrucieństwa tej wojny z całą pewnością  nie jest możliwe. Wiele matek wciąż nie pochowało swoich synów, wiele żon wciąż nie pogodziło się z utratą mężów, których ciała do tej pory nie zostały odnalezione pośród nietkniętych ludzką ręką bałkańskich lasach.

Bałkany zamiast wielokulturowego tygla stały się miejscem nietolerancji, dyskryminacji oraz prześladowań na tle religijnym i narodowościowym. Każda ze stron przedstawia własną wersję historii, czci odmiennych bohaterów wojennych, wygłasza swoje racje.

Ghesquière z dziennikarską lekkością opowiada o sprawach nie tylko trudnych, ale i przerażających. Od pierwszych zdań wciąga w reporterską opowieść, która dosłownie przenosi czytelnika do innego świata. Świata, o którym, niestety, nie miałam bladego pojęcia. Niesamowicie mi wstyd, że Chorwację kojarzyłam z biurami podróży, a samą wojnę w Jugosławii tylko z przykrymi obrazkami w Teleexpressie z czasów dzieciństwa.

A jak to jest z Tobą? Jesteś świadomy nienawiści, jaką od czasu konfliktu wzajemnie darzą się Serbowie, Boszniacy i Chorwaci, choć wcześniej byli sobie braćmi? Słyszałeś o ludobójstwie w Srebrenicy, w której Serbowie w ciągu tygodnia wymordowali ponad 8 tys. Boszniaków? Co wiesz o bratobójczej wojnie, czystkach etnicznych oraz skrajnym nacjonalizmie, którego ofiarom biernie przyglądała się Europa?

 

10 thoughts on “„Sarajewo. Rany są nadal zbyt głębokie”, H. Ghesquière”

  1. „A jak to jest z Tobą? Jesteś świadomy nienawiści, jaką od czasu konfliktu wzajemnie darzą się Serbowie, Boszniacy i Chorwaci, choć wcześniej byli sobie braćmi? Słyszałeś o ludobójstwie w Srebrenicy, w której Serbowie w ciągu tygodnia wymordowali ponad 8 tys. Boszniaków? Co wiesz o bratobójczej wojnie, czystkach etnicznych oraz skrajnym nacjonalizmie, którego ofiarom biernie przyglądała się Europa?”

    Niestety wiem więcej, niż bym chciał 🙁 Czytałem sporo na ten temat.

  2. Nie wiem za wiele, ale za to znałam mieszkańca Kosowa, z którym pracowałam będąc w UK czy też opowieści od misjonarzy kościoła zielonoświątkowego, którzy tam przebywali z misją. Nie jest wesoło. Czy kiedyś będzie? Sądzę że nie – tak samo jak Polacy nadal mają za złe Rosji i Niemcom II Wojnę Światową.

  3. Niestety, wiem niewiele i przyznam że jest mi trochę z tego powodu wstyd. Coś niecoś kojarzę z dzieciństwa, gdy trwały tam działania wojenne i konflikt wzbierał na sile, Chorwacja kojarzy mi się nie tylko z biurem podróży, ale to i tak mało.
    Książkę zapisuję sobie do przeczytania.

  4. Wstyd przyznać – wiem niewiele na ten temat. Z drugiej jednak strony zastanawiam się w jaki sposób moja wiedza/niewiedza na temat tego konfliktu może – oprócz większej świadomości w tym regionie – wpłynąć na jego zakończenie. Co możemy poradzić na bratobójczą wojnę, czystki etniczne czy ludobójstwo w Srebrenicy? Wydaje mi się, że niewiele, ale może książka oprócz reportażowego charakteru posiada propozycję pomocy ludziom tam mieszkającym i pomaga spojrzeć na przyszłość z optymizmem?

    1. Autor pozostawia przyszłość pod znakiem zapytania. Zgadzam się, że nawet mając świadomość sytuacji nie jesteśmy jako jednostki w stanie jej zmienić, natomiast warto wiedzieć, co dzieje się gdzieś dalej, może zaangazować się jakoś w pomoc. I docenić to, jak mamy dobrze. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *