Słoik szczęścia

Udostępnij

Po Świętach zostało już tylko wspomnienie, kończy się grudzień, a razem z nim cały rok. Ledwie minął drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, a już media zaczęły ścigać się w podsumowaniach mijającego roku, tworząc rankingi we wszystkich możliwych kategoriach – wydarzenia polityczne, kulturalne i muzyczne, śmierć znanych i lubianych, tych mniej lubianych oczywiście też, sportowe odkrycia roku, największe zaskoczenia i rozczarowania, wpadki i wypadki… Można by tak wymieniać bez końca. W zasadzie nie ma w tym nic złego. Być może to właśnie wszechobecne publiczne podsumowania skłaniają nas do własnych prywatnych bilansów…? A co za tym idzie, stawiamy sobie pytanie o ubiegłoroczne postanowienia noworoczne – w jakim stopniu udało się je zrealizować?


Pojawił się w moim domu w styczniu 2016 roku. Wśród pozostałych domowników spotkał się z raczej chłodnym przyjęciem, w związku z czym początkowo zapełniał się bardzo powoli i jakby nieśmiało… Z czasem stał się ozdobą środkowej półki na regale, dumnie eksponując powierzone mu kolorowe karteczki. Cóż to takiego? SŁOIK SZCZĘŚCIA!

Nie wiedzieć czemu, w naszej pamięci chętniej pozostają te smutne i bolesne wspomnienia, natomiast te radosne i szczęśliwe szybko idą w zapomnienie. I tak, patrząc wstecz, doskonale pamiętamy nieszczęścia, które nas spotkały,  czasami nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie żadnej przyjemnej chwili z ostatnich dni. Czy to możliwe, że w naszym życiu nie dzieje się nic przyjemnego, radosnego, szczęśliwego? Oczywiście, że nie!

Zabrzmi to dosyć groteskowo, być może nawet zabawnie, ale właśnie dlatego postanowiłam zamknąć SZCZĘŚCIE w słoiku i nie pozwolić mu się tak łatwo ulotnić.

Jak to zrobić? Nie ma nic prostszego. Potrzebny jest słoik, najlepiej pojemny i przyozdobiony wedle uznania, kolorowe karteczki i odrobina chęci. To wszystko. Teraz wystarczy na karteczkach zapisywać wszystkie dobre rzeczy, które nas spotkają i wrzucać je do środka.

Rok temu postanowiłam codziennie wrzucać jedną karteczkę do mojego słoika. Po kilku próbach pomyślałam, że to się nie uda – przecież nie każdego dnia w moim życiu dzieje się coś godnego uwagi. To samo usłyszałam od pozostałych domowników. Nie poddałam się jednak i co dzień starałam się przypomnieć sobie choć jedno wydarzenie, które sprawiało mi radość, wywoływało uśmiech i dało szczęście. Po kilku dniach okazało się, że zamiast jednej karteczki do słoika mogłabym wrzucać nawet kilka dziennie! I to nie dlatego, że nagle w moim życiu coś się zmieniło. Dzięki słoikowi zaczęłam dostrzegać rzeczy, na które wcześniej zupełnie nie zwracałam uwagi – czyjś uśmiech, drobny gest, czy miłe słowo.  Z czasem w słoju zaczęły również lądować bilety i wejściówki z całego roku z wszystkich wydarzeń i miejsc, w których byłam.

Opróżnianie SŁOIKA i odczytywanie wszystkich dobrych wspomnień zdecydowanie należało do najprzyjemniejszych, ale również najbardziej zaskakujących chwil w moim życiu. Okazało się, że przynajmniej o połowie z opisanych momentów zdążyłam już dawno zapomnieć! Dzięki SŁOIKOWI wydarzyło się coś niesamowitego – zauważyłam i doceniłam do tej pory NIEZAUWAŻALNE, ale też pierwszy raz spojrzałam wstecz na mijający rok bez uczucia niedosytu i pustki, jakbym zmarnowała dany mi czas.

Co więcej, taki słoik, zbierający wspomnienia związane z bliską osobą, byłby idealnym prezentem na Święta 🙂

Rok 2016 dobiega końca, przed nami 2017. Mój nowy SŁOIK SZCZĘŚCIA z niecierpliwością czeka na swoje miejsce na półce wśród książek. Mam nadzieję, że w kolejnym roku uda mi się w nim zgromadzić jeszcze więcej SZCZĘŚCIA.

4 thoughts on “Słoik szczęścia”

  1. Basia! Pomysł mało powiedziane cudowny!!!!!! Genialny w swej prostocie, a to prawdą jest, że niestey pamiętamy tylko te złe chwile, a te miłe i szczęsliwe szybko ulatują!
    Ja postanawiam też takowy słoik zaprosic do siebie z Nowym Rokiem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *