Album

Śpieszmy się kochać

Udostępnij

To uczucie pojawia się czasami w najmniej oczekiwanych momentach i z zaskoczenia chwyta mnie za gardło. Odkryłam nawet pewną prawidłowość – na przekór wszystkiemu pojawia się w tych najszczęśliwszych i najbardziej przełomowych chwilach mojego życia. Na przekór, ponieważ to uczucie mogłabym nazwać na wskroś przejmującym smutkiem, żalem i rozczarowaniem. Tęsknotą. Za tymi, z którymi bardzo chciałabym się podzielić moją radością, pobiec do nich i cieszyć się z nimi swoim życiem…  Nie mogę jednak tego zrobić, bo ich już nie ma…

Babcia i dziadek to nie tylko więzy krwi, to znacznie więcej. Nie wystarczy być matką matki czy ojca, by być również babcią. To jakby zawód, funkcja. Dziadkowie to jedne z najważniejszych osób w życiu dziecka, o ile ma się to szczęście mieć ich na co dzień. Ja miałam. Coś nie do przecenienia.

Stworzyli mi niesamowity azyl i przestrzeń, w której mogłam rozwijać swoją fantazję, kreatywność i wyobraźnię. Wielu rzeczy nauczyłam się właśnie od nich, spędzając z nimi całe dnie i popołudnia na przyjemnościach, ale i obowiązkach. Nigdy mnie nie oceniali, za to akceptowali taką, jaka byłam ze wszystkimi moimi wadami. Nie próbowali zmieniać i ulepszać. Towarzyszyli mi w najważniejszych momentach mojego życia, dlatego naiwnie, dziecięco myślałam, że tak będzie już zawsze. Będąc dzieckiem wyobrażałam sobie wszystkie te ważne, dorosłe wydarzenia w życiu z ich udziałem i nawet nie przyszło mi do głowy, że może ich zabraknąć… Że pewnego dnia mogę nie mieć do kogo pobiec, by pochwalić się zdanym egzaminem na studiach, datą ślubu, czy zaprosić ich do własnego mieszkania…

Często w chwilach wielkiego szczęścia czuję jednocześnie pustkę w środku, dziurę, jakby w przepięknej układance brakowało jakiegoś elementu, którego nie da się niczym zastąpić… Szczęście miesza się ze smutkiem, kiedy nie mogę dzielić go z tymi, którzy byli dla mnie tak ważni i tak dumni ze wszystkich moich osiągnieć…

Zdarza się, że patrząc na stare fotografie czy wspominając długie rozmowy przy piecu, zastanawiam się, jakimi byli ludźmi. Miałam okazję poznać ich tylko jako dziadków. Najwspanialszych na świecie, ale jednak tylko dziadków. Nie było mi dane ani porozmawiać z babcią jak kobieta z kobietą, ani zadać dziadkowi pytań, które do dziś chodzą mi po głowie. Nie wiem nawet, jakie mieli poglądy, jak patrzyli na świat, co powiedzieliby dzisiaj?

Wraz z nimi na zawsze odeszła szansa zadania im całej masy pytań, z którymi zostawili mnie dość niespodziewanie. Nie da się wypełnić pustki, która po nich została. Nie ma do kogo pobiec i jak dziecko poczuć się bezpieczna w zimowy wieczór przy ciepłym piecu kaflowym. Zdecydowanie zbyt szybko przestałam być wnuczką. Mimo, że dorosła i niezależna, wciąż czuję się jak odarta z bezpiecznego kokonu, który stworzyli mi ze swojej troski i obecności.

Uwielbiam oglądać stare zdjęcia. Najchętniej te z ich młodości. Dopowiadam sobie do nich czasami całe historie, oparte na lekko zatartych wspomnieniach i fragmentach od lat powtarzanych opowieści i anegdot.

Czasami też wydaje mi się, że po prostu wyjechali na chwilę i lada moment wrócą…

 

4 thoughts on “Śpieszmy się kochać”

  1. Pięknie to napisałaś. Widać, że łączyła was wyjątkowa więź. Z tymi ostatecznymi, nieuniknionymi rzeczami tak trudno jest nam się pogodzić, nie da się też na to w żaden sposób przygotować.
    Ja nie miałam obok siebie dziadków. Jak byłam dzieckiem, na świecie była już tylko jedna moja babcia, która mieszkała na drugim krańcu Polski, na kresach.
    Troszkę Ci zazdroszczę tych wspomnień, ale tak po ludzku i niezłośliwie :).
    Pozdrawiam.

    1. Jest czego zazdrościć – mieć dziadków z prawdziwego zdarzenia to wspaniała rzecz! I choć czasem trochę smutno, bardzo się cieszę, że mogłam tego doświadczyć i jest co wspominać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *