Zanurz się

Czujesz, jak pięknie pachnie łąka? Musi na niej rosnąć sporo ziół. Ciepły wiatr raz po raz podsuwa mi ich słodki zapach. Może wiesz, jak się nazywają? Prawdę mówiąc, ja nie mam pojęcia, ale kojarzę tę niesamowitą mieszankę z wielu podobnych miejsc.

Ciiiiii…. Słyszysz? To parka kosów, zwinnie przeskakująca między gałęziami pobliskich drzew. Prawda, że pięknie ze sobą rozmawiają? Uwielbiam też radosny śpiew wilgi o świcie, niesamowicie wdzięczny i wprawiający w dobry nastrój jak ulubiona piosenka. I koncerty zięby. I rudzika. Poranne oraz wieczorne symfonie na cześć wschodów i zachodów słońca.

Wybrałam się dzisiaj na spacer po parku. Zastygłam na ławce na kilka chwil, by w ciszy i chłodzie poranka móc zanurzyć się w ptasim śpiewie. Ośmielone moim bezruchem dzięcioły pozwoliły mi z bliska podejrzeć cudowny spektakl, który być może w ich dzięciolim życiu jest pewnym rytuałem – po energicznych gonitwach, radosnych pląsach i przysiadywaniu to na konarach drzew, to wśród traw, pan dzięcioł zaczął karmić panią dzięciołową, ukontentowaną obrotem spraw. Śniadanie z dziubka do dziubka. Delikatnie i z czułością.

Pamiętam też swój zachwyt, kiedy pierwszy raz zobaczyłam zimorodka. Kolorowe, mieniące się w słońcu, zawisające nad taflą wody maleństwo. Koliberek północy. Cud natury.

Najbardziej niezwykłe zdają mi się być jednak sowy. Może to zasługa mitów, jakimi obrosły przez całe stulecia, a może skojarzenie ze starymi drzewostanami, tak rzadko już spotykanymi? Pohukiwanie, choć ze względu na stereotypy może budzić strach, kryje w sobie pewną tajemnicę i magię.

Lubię stare parki, jak ten, w którym właśnie piszę. Otaczają mnie kilkusetletnie dęby i lipy, strzeliste buki, akacje, klony i najpotężniejsze świerki, jakie kiedykolwiek widziałam. Potrzeba trzech osób, aby je objąć! Ile lat tu rosną? Czego były świadkami? W jakim świecie wznosiły swoje majestatyczne pnie i korony?

Miewasz czasem wrażenie, jakby szumem poruszających się na wietrze liści i gałęzi drzewa snuły historie? A może to wiatr tka opowieści, wywołując ledwie słyszalny szept, który zmusza nas do wytężenia słuchu lub wręcz przeciwnie – burzliwą narrację, budzącą ziarnko niepokoju?

Po niebie leniwie przesuwają się pierzaste obłoczki niczym puszczone w dal dmuchawce czy kłębki waty cukrowej. Ot, płyną sobie w świat, by nad którymś lasem czy jeziorem stać się deszczem. Zmieniają przy tym kształty, oferując niezliczone możliwości ćwiczenia wyobraźni – tam, z lewej strony, maleńki trójząb sunie na zachód, a tuż za nim na błękicie rozlewa się… kapelusz czy wąż, który połknął słonia…? No właśnie – co Ty zazwyczaj widzisz? Zdarza Ci się jeszcze patrzeć na świat oczami dziecka…?

W kostki łaskocze mnie trawa, wciąż odrobinę przypominająca o wilgoci poranka. Jest trochę jak ocierający się o łydki kot, który subtelnie alarmuje o pustej misce, ale też przywodzi ona na myśl letni deszcz, niosący chłodną ulgę w upalny dzień.

Jest mi błogo. Zwalniam. Dostrajam się do rytmu natury. Z każdym oddechem czuję, jak staję się jej integralną częścią, jakbym odnalazła swoje przeznaczenie – być blisko niej. Zanurzyć się w zieleni, która kołysze się i szumi na wietrze.

Natura to moje all inclusive. Mój spokój i radość, przestrzeń i wolność, lekkość i akceptacja. Mówią z przekąsem, że człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy. Coś w tym jest – zdaje się, że jestem tego żywym przykładem. I jest mi z tym cudownie.

About the author

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *