Znikamy

Jest człowiek i nagle go nie ma. Jeszcze niedawno chodził po tej ziemi, oddychał, uśmiechał się, dawał i brał. Zapisywał się w pamięci dziesiątek osób, funkcjonował w życiu innych ludzi, w lepszych i gorszych momentach. Pocieszał, ale i wywoływał łzy. Czasami dawał ogrom radości, czasami ranił. Kochał i był kochany. Miał rodzinę, przyjaciół, znajomych. Kojarzyła go ekspedientka w lokalnym sklepiku i dozorca bloku obok. Ale też sąsiad, przy którego płocie zatrzymywał się często, by wymienić kilka spostrzeżeń. Był fizycznie osiągalny, namacalny. BYŁ.

Jak każdy, funkcjonował w swojej bańce, miał plany i marzenia, istniał tu i teraz, odczuwalnie i namacalnie. Teraz zniknął.

Co się z nim stanie? W co się zamieni z upływem czasu? Pył? Proch? A może kiedyś zupełnie nic? A pamięć po nim? Mówią, że człowiek żyje, dopóki pamięć o nim nie zginie. Ale kiedyś w końcu ostatnie pokolenie zapomni i o nim. Stanie się kropelką w oceanie, ziarenkiem piasku na pustyni, maleńkim trybikiem w wielkiej machinie życia.

I choć rodzina zrozpaczona, choć przyjaciele pogrążeni w smutku, a sąsiedzi w zadumie, świat nie odczuje jego zniknięcia. Będzie pędził dalej, nie dostrzegając tej straty. Nie zatrzyma się ani na sekundę, by razem z najbliższymi oddać się refleksjom i pozwolić im pogodzić się z odejściem. Boleśnie przypomni o pracy i rachunkach, o obowiązkach i powinnościach, na które nikt nie ma teraz ochoty.

Cóż z tego, że jesteśmy świadomi swojego przeznaczenia? Przecież rodzimy się po to, by umrzeć. Doskonale wiemy, że nie znamy dnia, ani godziny. Czeka to każdego z nas, choć jednym dane jest dożyć sędziwej starości w zdrowiu, natomiast inni odchodzą nagle i niespodziewanie. Nasz los jest nieunikniony, co wydaje się być oczywistym. A jednak ta świadomość zupełnie nie pomaga. Jakbyśmy mimo wszystko mieli nadzieję, że nasi najbliżsi nie opuszczą nas nigdy. Nigdy więc nie jesteśmy gotowi na odejście i pożegnanie. Nawet wtedy, kiedy śmierć zdaje się być wybawieniem.

Wokół wiosna. Maj. Wszystko się budzi i wypuszcza pąki. Zdrowy rozsądek nakazuje cieszyć się życiem i z nową energią podejmować wyzwania.

Wokół wiosna. Maj. Śmierć zabiera ludzi i w maju, choć pięknie, ciepło i aż chce się żyć.

Udostępnij

3 thoughts on “Znikamy”

  1. Rany! Co cię skłoniło do takich refleksji właśnie teraz?
    Ciężki, życiowy temat… ta śmierć. Natura zawsze wygra z kulturą… my odejdziemy, budynki runą, pola porosną chwasty… a natura z uporem maniaka będzie się odradzać każdej wiosny. To odwieczne koło gdzieś tam w środku zawsze mnie przygnębia. Patrzę na wiosnę i wiem ,że kiedyś którejś już nie zobaczę, ona nadejdzie, a mnie nie będzie. Trawa będzie znów zielona, wilgotna ziemia pachnąca.. a gdzie będę ja?

    1. Ni kto inny/co innego, jak właśnie śmierć skłoniła mnie do takich refleksji… Właśnie teraz, w maju… Mnie się czasem wydaje, że to niesprawiedliwe, że ktoś odchodzi właśnie wiosną… W ulewie, mrozie, szarudze łatwiej to przeżyć, niż kiedy dookoła wszystko budzi się do życia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *